Śmierć galerii handlowych?

Specjaliści, ale i „zwykli” mieszkańcy miast od lat widzą, że budowane na terenach śródmiejskich centra („galerie”) handlowe są wyjątkowo szkodliwe dla jakości przestrzeni publicznych. Od wielu lat inwestorzy, za pozwoleniem władz samorządowych zapełniają centra polskich miast i miasteczek (bo zjawisko dotyczy nawet niewielkich ośrodków, jak Łochów, Mielec, Wyszków) kolejnymi wielkopowierzchniowymi obiektami handlowymi, które wysysają życie z ulic, doprowadzając do bankructwa małe sklepy w okolicy, negatywnie wpływając na historyczny układ miasta, bo powodując zamieranie miejskich przestrzeni handlowych, ulic i deptaków.

Galeria Galaxy w Szczecinie

Galeria Galaxy w Szczecinie

Trend ten od dawna niepokoił badaczy miejskich przestrzeni, zwykle cieszył jednak klientów. Od kilku miesięcy jednak media donoszą o coraz większych kłopotach finansowych deweloperów, stawiających kolejne galerie handlowe.
”W Jeleniej Górze po raz pierwszy w Polsce upadło centrum handlowe – Galeria Górska. Mimo zakończenia prac nigdy nie zostało otwarte, a nowy właściciel postanowił przekształcić ją w hotel. W Poznaniu firma Echo Investment zmniejszyła o połowę powierzchnię nowej Galerii Metropolis, mniejsze ma być też centrum budowane przez Ghelamco na warszawskim Wilanowie” – można było przeczytać w „Gazecie Wyborczej”.
”Urząd dzielnicy Wilanów zmienia plan zagospodarowania przestrzennego przy planowanej galerii handlowej. Zamiast drugiego budynku olbrzymiego obiektu miałby powstać park” – relacjonuje sytuację w Warszawie portal Urbnews.pl. Telewizja Polska przygotowała materiał o galeriach w Jeleniej Górze (jednej nie udało się przygotować po 12 latach od kupienia przez dewelopera terenu, druga stoi pusta): „Mieszkańcy widzą przyszłość nowych inwestycji w ciemnych kolorach. Jelenia Góra robi się takim wyludniałym miastem, więc nie wiem czy potrzeba aż tylu galerii. Jest wybudowana jedna, ale nie ma komu dzierżawić lokali, bo są za drogie – mówi Izabella Paczesna”.

Galeria Korona w Kielcach

Galeria Korona w Kielcach

Szaleństwo budowy centrów handlowych rozwinęło się szybko: właściwie w ciągu kilku lat w Polsce wybudowano kilkadziesiąt galerii handlowych; w niektórych miastach bez wielkiej przesady można powiedzieć, że z parkingu jednego obiektu widać drugi (tak jest w Kielcach, Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie). „Niektóre rynki są wyraźnie przesycone. We Wrocławiu na tysiąc osób przypadało w lutym aż 760 m kw. centrum handlowego. Oddana do użytku w zeszłym roku galeria w Sky Tower świeci pustkami. Również Poznań czy Opole uważane są za miasta ze zbyt wieloma inwestycjami handlowymi” – donosi „Gazeta Wyborcza”. Kilka miesięcy temu wiele kontrowersji wzbudziła budowa kolejnego centrum handlowego w centrum Poznania, którą urzędnik z Ratusza nazwał „rewitalizacją” miasta. Przeciwnicy zagęszczania przestrzeni miejskich za pomocą wchłaniających ludzi z ulic centrów handlowych demonstrowali swoje poglądy w kontrowersyjny sposób: rozwieszając w mieście bilbordy z wizerunkiem Hitlera.

Centrum handlowe w wieżowcu Sky Tower we Wrocławiu

Centrum handlowe w wieżowcu Sky Tower we Wrocławiu

„Według analizy Cushman & Wakefield w 2014 r. na rynku pojawi się blisko 500 tys. m kw. powierzchni handlowej – o 24 proc. mniej w niż roku ubiegłym” –można się dowiedzieć z mediów. Na razie skutków tego zjawiska nie widać, bo słyszymy wciąż o budowie kolejnych obiektów. Jednak rozwijająca się ostatnio świadomość na temat wartości przestrzeni publicznych powoduje, że coraz więcej osób bardziej krytycznym okiem patrzy na tego typu obiekty na terenach śródmiejskich. Czy to początek procesu odzyskiwania przestrzeni dla ludzi i drobnego, tradycyjnego handlu?

Śruby, litery i krokodyle

Jeszcze kilkanaście lat temu place zabaw w polskich miastach – jeśli w ogóle były lub nie zostały zdewastowane – składały się z prostych konstrukcji z metalowych rurek. Drabinki, zjeżdżalnia, piaskownica – to wyczerpywało katalog, oferowany najmłodszym mieszkańcom miast. Dziś już mało kto o tym pamięta, po osiedla, parki i skwery zapełniły się kolorowymi, bezpiecznymi, wielofunkcyjnymi urządzeniami do zabawy i rekreacji. A jednak – co pokazuje przykład duński – w kwestii budowy placów zabaw wciąż jeszcze wiele możemy się nauczyć.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

W duńskim mieście Hvidovre ma swoją siedzibę niezwykła pracownia architektoniczna. Jej nietypowość polega na bardzo wąskim zakresie prac – tworzący ją architekci projektują tylko place zabaw dla dzieci. O tym, że radzą sobie nieźle świadczyć może bardzo długa lista nagród, które odebrali za swoje realizacje.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

„Dobry plac zabaw – to połączenie artystycznej wartości z architektoniczną jakością” – mówią Ole Barslund Nielsen i Christian Jensen, którzy w 2003 roku założyli pracownię Monstrum. Architekci uważają, że dobry plac zabaw – to metafora prawdziwego świata, nie może być więc sielskim, wyidealizowanym światem samych pięknych przedmiotów. Powinien zawierać elementy brzydkie, niebezpieczne, niewygodne – przecież w życiu codziennym mieszka się przyjemność z dyskomfortem i nie ma powodu, by dzieci od tego zjawiska sztucznie separować.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Idea stworzenia nietypowych projektów placów zabaw – jak wspominają Duńczycy – narodziła się w wyniku znużenia tymi tradycyjnymi. „Dlaczego kolejne pokolenia mają się bawić w drewnianych domkach, jeśli tak samo dobrze do zabawy mogą służyć rakiety kosmiczne, wieloryby, konie trojańskie czy łodzie podwodne?” – pytają retorycznie architekci.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

I projektują place zabaw, na których zamiast drabinek i zjeżdżalni stoją gigantyczne owady, płazy i ryby, na których wspinać się można po wielkich, drewnianych śrubach, literach, samochodach i grzybach. Inspiracją do budowy kolejnych urządzeń do zabawy były już rakiety kosmiczne, nawiedzone domy, posągi z Wysp Wielkanocnych, łodzie podwodne, instrumenty muzyczne.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Wszystkie, nawet najbardziej zwariowane przyrządy, zaprojektowane przez pracownię Monstrum są wykonywane ręcznie z zakładzie stolarskim – bo wszystkie budowane są z drewna. Spełniają wszystkie normy bezpieczeństwa, nadają się do recyklingu, malowane są nieszkodliwymi farbami. Nie tylko pobudzają wyobraźnię, ale mają też pozytywny wpływ na rozwój zdolności motorycznych u dzieci. I bardzo się podobają swoim użytkownikom.

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Projekt pracowni Monstrum, źródło: www.monstrum.dk

Samotność w raju

Starzenie się społeczeństw w krajach rozwiniętych jest faktem i z wszelkimi związanymi z tą przemianą problemami będzie się trzeba wcześniej czy później zmierzyć. Bo sposób, w jaki dziś żyją seniorzy za kilka czy kilkanaście lat będzie niewystarczający. Szczególnie, że już dziś jest niedoskonały. O tym, jak bardzo – opowiada nominowany do Oscara w 2013 roku film Sari Gilman „Kings Point”. Reżyserka przez siedem lat filmowała mieszkających na Florydzie seniorów.

Kings Point Trailer 2 from Sari Gilman on Vimeo.

W mniemaniu wielu osób Floryda jest najdoskonalszym miejscem do życia dla osób w starszym wieku. Wyjątkowo przyjazny klimat i dopasowana do potrzeb infrastruktura powodują, że „na stare lata” przeprowadzają się tam ludzie nie tylko z innych stanów USA, ale nawet z innych państw. Przeprowadzają się tam dość wcześnie – tuż po przejściu na emeryturę, więc mieszkają tam nawet kilkadziesiąt lat (bo przecież długość życia człowieka wciąż się wydłuża). Jak przyznają bohaterowie filmu – nie ma się tam na co skarżyć. Seniorzy mają opiekę, atrakcje, rozrywki, dobre warunki. Nie są jednak szczęśliwi – są bowiem niezwykle samotni. Starzenie się, utrata sprawności, oddalenie od bliskich powodują wielkie zmiany w psychice, z którymi mieszkańcy Florydy są pozostawieni  sami – we wspólnocie, w której żyją nie zawiązują się bowiem przyjaźnie, nie ma wsparcia ani bliskości. Każdy wymaga pomocy, więc nie mogą jej sobie świadczyć nawzajem.
Film pokazuje, że nawet najlepsze warunki do życia, słońce, baseny, plaże, wygodne domy nie zastąpią bliskości z drugim człowiekiem. A tej w luksusowym domu starców, jakim jest Floryda bardzo brakuje.

Domy dla ludzi

Budownictwo socjalne – wielorodzinne domy, wznoszone z funduszy publicznych i możliwe do wynajęcia przez mniej zarabiających lub wykluczonych członków społeczeństwa – to w wielu krajach tzw. Zachodu coś oczywistego. We Francji większość budowanych wielorodzinnych obiektów należy do tej właśnie grupy; znaczący odsetek domów z mieszkaniami na wynajem budują władze Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii. Co ważne – budowane w ten sposób domy projektują nierzadko znani architekci, to w pełni wartościowa miejska zabudowa, nie różniąca się jakością ani sposobem wykończenia od innych budynków mieszkalnych.

W Polsce zjawisko to jest marginalne, domów socjalnych prawie nie ma, lokalnie działają Towarzystwa Budownictwa Społecznego (TBS), jednak i one nie zapełniają luki – wielkiego braku dostępnych mieszkań. Jest to tyle dziwne, że tradycje w budowaniu osiedli społecznych nie tylko tanich i dostępnych, ale i pozytywnie wpływających na tworzenie się lokalnych wspólnot Polska ma bardzo dobre. Jednym z najważniejszych jest jej osiągnięć jest działalność Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, założonej w 1921 roku organizacji, budującej osiedla z myślą o najmniej zarabiających. Nieodłącznym elementem projektów osiedli były obiekty, pozwalające na wspólne spędzanie czasu przez mieszkańców, integrujące, kreujące wspólnotę. Jesienią 2014 roku światło dzienne ujrzał film Olgi Matuszewskiej pt. “Szklane Domy. Historia Osiedli Społecznych”. Film przedstawia unikatową przedwojenną modernistyczną architekturę “jednostki sąsiedzkiej” na tle życia jej mieszkańców i wspomnień założycieli. W trwającym 30 min filmie wykorzystane zostały nieznane dotąd archiwalia WSM z złożone z Archiwum Polskiego Radia, kronik i niepublikowanych zdjęć.

SZKLANE DOMY – HISTORIA OSIEDLI SPOŁECZNYCH, ZWIASTUN from Marcin Władyniak on Vimeo.

O ile film, poświęcony WSM bazuje na relacjach mieszkańców, o tyle inny archiwalny dokument, tym razem brytyjski, pokazuje powojenną ideę budownictwa społecznego, opowiedzianą przez architektów szczególnie z nią związanych. Alison i Peter Smithson – to jedni z najbardziej na świecie znanych architektów, którzy pracę projektową łączyli z zaangażowaniem społecznym. Budowali osiedla, które miały służyć całej wspólnocie, tworzone nie jako zbiory zamkniętych mieszkań, a jako przestrzenie integracji. W archiwalnym filmie pt. „The Smithsons on Housing” przedstawiają oni swój pogląd na powinności architekta I na to, jak powinna wyglądać współczesna architektura mieszkaniowa.

Miasto zmarłych

Ponad 163 hektary powierzchni liczy szczeciński Cmentarz Centralny; do 2000 roku pochowanych tu zostało prawie 140 tysięcy osób (tyle osób mieszka w Rybniku czy Rudzie Śląskiej). To największa nekropolia w Polsce, trzecia co do wielkości w Europie i jedna z największych na świecie. Choć wizja ogromnego cmentarza, co więcej położonego praktycznie w centrum miasta może wydawać się dość ponura, jednak ten obiekt zaprojektowano w wyjątkowy sposób, nadając mu charakter bogatego w roślinność ogromnego parku.

”Przed 1939 r. cmentarz wyposażony był w 11 km dróg przejezdnych, 60 km dróg pieszych, 21 km sieci wodnych z 450 ujęciami. Po 1945 r. nekropolię kilkakrotnie powiększano. Obecnie jej powierzchnia wynosi ponad 163,6 ha” – można się dowiedzieć ze strony internetowej zarządcy cmentarza, czyli Zakładu Usług Komunalnych w Szczecinie.
Pierwsze projekty cmentarza powstały w latach 70. XIX wieku – miasto rozrastało się, przykościelne cmentarze były za małe na potrzeby powiększającej się liczby ludności. Autorem zrealizowanego projektu nekropolii jest Wilhelm Meyer-Schwartau; cmentarz został otwarty w 1901 roku. 18 lat później nastąpiła jego pierwsza rozbudowa, w kolejnych latach obiekt powiększano jeszcze kilkukrotnie.

Cmentarz Centralny w Szczecinie, fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Cmentarz Centralny w Szczecinie, fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Cmentarz Centralny był wyjątkowym projektem. Otrzymał on formę gęsto zadrzewionego parku ze starannie dobraną roślinnością, alejami spacerowymi, fontannami. „Po pierwszej wojnie światowej zbudowano gęstą sieć wodociągową z projektowanymi indywidualnie studzienkami-fontannami o zamkniętym obiegu wody. Cmentarz miał własne ogrodnictwo ze szklarniami i nowoczesną instalacją nawadniającą oraz dwie szkółki drzew o powierzchni ok. 4 ha” – wylicza Artur Komorowski, autor strony, poświęconej dziejom nekropolii. Projekt rozwoju cmentarza sięgał wielu dziesięcioleci naprzód – sadzono młode drzewa, które dopiero po wielu latach nabrały kształtów i rozmiarów, zakładanych w projekcie.

Cmentarz Centralny w Szczecinie, fot. Mateusz War. CC BY-SA 3.0

Cmentarz Centralny w Szczecinie, fot. Mateusz War. CC BY-SA 3.0

Nekropolii nadano formę eleganckiego parku: jego centralna część – to osiowa kompozycja alei i placów o reprezentacyjnym zdobnym charakterze. Do dziś na cmentarzu zachowało się wiele zabytkowych nagrobków, grobowców, kolumnad, elementów małej architektury, po wojnie postawiono tu także liczne pomniki – poświęcone pamięci ofiar wojen, zamordowanych w Katyniu, pomnik olimpijczyków, Armii Krajowej, Działaczy Ruchu Robotniczego, Kwatera Pionierów Szczecina, jest monument poświęcony „Tym, którzy nie powrócili z morza”.

Cmentarz Centralny w Szczecinie, nagrobek rodziny Kissling, fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Cmentarz Centralny w Szczecinie, nagrobek rodziny Kissling, fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Jednak tym, co najbardziej wyróżnia szczeciński cmentarz jest jego przyroda. Zakład Usług Komunalnych wylicza: „Cmentarz Centralny to wielki ogród dendrologiczny. Wśród 415 gatunków i odmian drzew oraz krzewów występują liczne gatunki obcego pochodzenia, w tym m.in. z Ameryki Płn. (jodła, świerk, sosna, klon srebrzysty) i Azji (żywotnik japoński, modrzew, miłorząb dwudzielny). Spotykamy także interesujące gatunki rodzime (cis, buk jawor, limba)”.
O ile rozwój roślinności był przewidziany przez jego projektantów, nie planowali oni zapewne napływu „nowych mieszkańców”. Na ogromnym, zielonym terenie mieszka dziś bowiem kilkanaście gatunków zwierząt, m.in. lisy, jenoty, borsuki, zające, bażanty.

źródło: http://cmentarze.szczecin.pl

źródło: http://cmentarze.szczecin.pl

„Cmentarz ma charakter parkowy. Składa się a trzech części: wschodniej, zachodniej i łączącej środkowej, połączonych główną osią kompozycyjną wschód-zachód. Część wschodnia posiada regularny, tarasowy układ przestrzenny z kaplicą i pomnikiem na kwaterze wojennej jako dominantami. W najniższej części założenia znajduje się basen. Drogi i ścieżki mają układ kolisty. Część zachodnia ma układ pasmowy związany z dolinami trzech strumieni. Z architektonicznych obiektów centralnych zachowały się: kaplica główna (1906 r.), dom pogrzebowy, brama główna, budynki: administracyjny i mieszkalny (1903 r.). Na terenie cmentarza występuje olbrzymia różnorodność odmian drzew i krzewów. Drzewostan uległ przekształceniu związanym z naturalnym rozwojem i starzeniem. Poza nielicznymi, uległy zniszczeniu stare nagrobki. Pierwotne założenie przestrzenne parku-cmentarza, układ dróg i kwater zachowano w niezmienionym stanie. Na ogromnym obszarze o ciekawej, urozmaiconej rzeźbie urządzono jedyny w swoim rodzaju Ogród Umarłych, w którym ukształtowanie terenu, zieleń, architektura i plastyka nagrobna tworzyły wielkie dzieło sztuki. W istotę tego dzieła od początku wpisany był czynnik czasu”  fragment poświęconej nekropolii książki (Słonimski Maciej (red.) Cmentarz Centralny w Szczecinie. Ogromny park pochował umarłych…, Szczecin 2005) cytuje Ośrodek Działań Ekologicznych “Źródła” na poświęconej najpiękniejszym polskim parkom stronie internetowej.

Projektowanie uniwersalne

W 2007 roku norweskie Ministerstwo Ochrony Środowiska przygotowało raport tematyczny, poświęcony zagadnieniu projektowania uniwersalnego. Jego polska wersja językowa powstała we współpracy z Biurem Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Z tego raportu (do pobrania TUTAJ) można dowiedzieć się, że „Uniwersalne projektowanie jest strategicznym podejściem do planowania i projektowania zarówno produktów jak i odpowiedniego otoczenia, mających na celu promowanie społeczeństwa włączającego wszystkich obywateli oraz zapewniającego im pełną równość oraz możliwość uczestnictwa. (…) Uniwersalne projektowanie to projektowanie produktów oraz otoczenia tak, aby były one dostępne dla wszystkich ludzi, w największym możliwym stopniu, bez potrzeby adaptacji bądź wyspecjalizowanego projektowania. 
Uniwersalne projektowanie jest strategią normatywną, dostarczającą podstaw do specyfikacji właściwości produktów i otoczenia tak, aby mogły być one użytkowane w równym stopniu przez wszystkich członków społeczeństwa. 
Wartość poszczególnych rozwiązań w uniwersalnym projektowaniu powinna być oceniana w kontekście ogólnym. W zamierzeniu, strategię tę wprowadza się w wymiarze społecznym. Powinna być ona także integralną częścią spójnych działań projektowych”.

Koncepcja takie projektowania została stworzona przez amerykańskiego architekta Ronalda Mace’a (1941-1998). Chorujący na polio i z tego względu nie w pełni sprawny architekt na Uniwersytecie Północnej Karoliny, na którym był wykładowcą, w 1989 roku utworzył placówkę o nazwie Center for Universal Design. Był to kluczowy moment dla promocji idei projektowania, odnoszącego się do absolutnie każdego potencjalnego użytkownika. Dzięki staraniom Mace’a waszyngtońskie budynki i największe atrakcje turystyczne, jak Kapitol czy Centrum Kennedy’ego zostały przebudowane tak, by stały się dostępne także dla osób niepełnosprawnych.

Projektowanie uniwersalne – to nie tylko tworzenie budynków czy przedmiotów z myślą o nie w pełni sprawnych użytkownikach (nie tylko niedowidzących czy starszych, ale też np. wykluczonych). Taki sposób projektowania jest też tańszy, bardziej ekonomiczny, eliminuje bowiem potrzebę późniejszego przebudowywania czy modernizowania obiektów na potrzeby niepełnosprawnych. Tu łatwo przywołać przykład warszawskich przejść podziemnych czy dworców, które dużym nakładem kosztów zostały wyposażone w windy; te wciąż się psują lub są dewastowane, co generuje kolejne koszty właściwie w nieskończoność – w przypadku obiektów, powstałych wg koncepcji projektowania uniwersalnego windy nie byłby potrzebne. Takie projektowanie jest też bardziej sprawiedliwe, równościowe: nie dyskryminuje osób o mniejszej sprawności, zmuszając ich do używania innych wejść do budynku czy innych przedmiotów niż osoby sprawne.

W koncepcji projektowania uniwersalnego sformułowano kilka jego podstawowych zasad. Ujęte w krótkie hasła brzmią:
Identyczne zastosowanie (Equitable use)
Elastyczność użycia (Flexibility in use)
Prosta i intuicyjna obsługa (Simple and intuitive)
Zauważalna informacja (Perceptible information)
Tolerancja dla błędów (Tolerance for error)
Niski poziom wysiłku fizycznego (Low physical effort)
Wymiary i przestrzeń dla podejścia i użycia (Size and space for approach and use)

Idea projektowania dla wszystkich kilka lat temu pojawiła się także w Polsce. Wiele informacji na ten temat znaleźć można na stronach internetowych Biura Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych. Biuro we współpracy z Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Równego Traktowania w 2010 roku zorganizowało pierwszą, a dwa lata później kolejną konferencję pt. „Projektowanie uniwersalne. Dostępność i uczestnictwo dla wszystkich”. Z obu konferencji dostępne są wszystkie materiały – nagrania wystąpień panelistów, teksty ich referatów (można się z nimi zapoznać TUTAJ). W drugiej edycji konferencji swoje wystąpienie miała m.in. prof. Ewa Kuryłowicz, pionierka idei uniwersalnego projektowania w Polsce. Jej prelekcję można pobrać STĄD.
Ponadto Biuro ma swój udział w organizacji innych konferencji, debat i spotkań, związanych z tą ideą. Np. w 2013 roku miała miejsce konferencja pt. “Projektowanie uniwersalne a społeczna odpowiedzialność biznesu”. Podczas konferencji przedsiębiorcy zostali wyposażeni nie tylko w wiedzę, ale i komplet materiałów, które miały im pomóc w zrozumieniu korzyści, płynących z wdrażania idei uniwersalnego projektowania (były to: „Space of inclusion” szkolenie e-lerningowe na temat niepełnosprawności; „Recepcja gości z obniżoną funkcjonalnością” – poradnik; E-podręcznik na temat tworzenia dostępnych dla wszystkich stron i serwisów internetowych).

Ale na tym nie koniec. 4 grudnia 2010 roku w ramach Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie zostało otwarte centrum badań nad projektowaniem uniwersalnym „Instytut Projektowania dla Wszystkich im. Michała Oźmina”. Twórcy tego przedsięwzięcia anonsują na swojej stronie internetowej: „Projektowanie dla Wszystkich – Design for All stawia sobie za cel podnoszenie jakości życia i otoczenia oraz stwarzanie wszystkim członkom społeczności szans udziału w różnych dziedzinach życia. Promowanie tej idei ma więc na celu przystosowywanie środowiska do potrzeb wszystkich członków społeczeństwa, także osób z dysfunkcjami, starszych, pochodzących z różnych kultur, matek z dziećmi w wózkach, czy biznesmenów z walizkami na kółkach”.
Co warto podkreślić, cieszyńska placówka należy do sieci europejskich instytucji, związanych z promowaniem idei uniwersalnego projektowania. „Od 2009 roku Zamek jest członkiem Europejskiego Instytutu Projektowania i Niepełnosprawności EIDD – Design for All Europe. Jest to federacja 23 europejskich krajów, promująca ideę podnoszenia jakości życia poprzez wdrażanie zasad Projektowania dla Wszystkich”.
W działania na rzecz promocji idei uniwersalnego projektowania zaangażowany jest także Instytut Wzornictwa Przemysłowego, którego pracownicy zajmowali się projektowaniem uniwersalnym już w latach 80. (wtedy nazywano je „wzornictwem socjalnym).

Sąsiad wie najlepiej

Jaki jest przepis na wykreowanie przyjaznej, zrobionej profesjonalnie, a zarazem żywej i akceptowanej przez mieszkańców osiedlowej przestrzeni publicznej? Takiej, z którą każdy się będzie identyfikował, która nie będzie zrobiona „po łebkach”, która przyniesie satysfakcję zarówno użytkownikom, jak i zarządcom? Trzeba do projektu takiej przestrzeni zaangażować przedstawicieli wszystkich możliwych podmiotów, mających z taką przestrzenią związek. Mieszkańców i przyszłych użytkowników, urzędników z ratusza lub z innej instytucji, zarządzającej terenem (np. spółdzielni mieszkaniowej), lokalnych przedsiębiorców, przedstawicieli organizacji pozarządowych. Jeśli każda ze stron będzie choć w niewielkim stopniu zaangażowana w proces kreowania nowej przestrzeni, jest prawie pewne, że później takie przedsięwzięcie będzie dla wszystkich satysfakcjonujące.

Brzmi to jak truizm – to oczywiste, że współtworzyć przestrzeń powinni wszyscy z nią związani ludzie, jednak znamy aż nadto wiele przypadków, gdy brak akceptacji przez którąś ze stron powodował kłopoty lub niepowodzenie (miasto uszczęśliwiające na siłę mieszkańców placami, zaprojektowanymi bez konsultacji z urzędnikami, oddolne działania mieszkańców, powstałe w niezgodzie z przepisami itd.).

Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

Na podwórku  przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, na terenie Osiedla za Żelazną Bramą rozpoczęła się budowa, która być może stanie się wzorcową realizacją projektu kreowania przestrzeni publicznej na terenie miejskiego osiedla. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”. „Działamy, żeby rozwijać, tworzyć i wzmacniać wspólnoty lokalne poprzez tworzenie dospołecznionych, sprzyjających spotkaniom MIEJSC. Chcemy przywracać i ożywiać naturalnie przestrzenie spotkań takie jak rynki czy podwórka, które z różnych przyczyn źle funkcjonują, wyludniają się lub stają niebezpieczne.  MIEJSCE to tak zaprojektowana przestrzeń, aby zachęcała do bywania w niej, do spotkań i interakcji. MIEJSCA mają potencjał tworzenia żywych wspólnot lokalnych. Wierzymy, że tylko przestrzenie stworzone przez mieszkańców mogą sprawnie działać -zawsze pracujemy równolegle z przestrzenią i jej użytkownikami”piszą o sobie twórcy i działacze fundacji.

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

Dzięki zainicjowanym przez fundację działaniom na zaniedbanym skwerze coraz gęściej zabudowywanego (dogęszczanego) osiedla ma powstać atrakcyjny dla mieszkańców w każdy wieku teren. Opracowanie projektu zajęło dwa lata. „Zaczęło się w 2012 r. od obserwacji (którędy ludzie chodzą, jak korzystają z tego miejsca), wywiadów z mieszkańcami i warsztatów według sprawdzonej metody organizacji non-profit z USA – Project for Public Spaces. Amerykanie są jej mistrzami. Powtarzają: to mieszkańcy z sąsiedztwa wiedzą najlepiej, jak funkcjonuje przestrzeń, w której żyją. Bez nich każda zmiana “zza biurka” szybko kończy się klapą. Tworzy się miejsce (placemaking), a nie wdraża projekt” – relacjonowała niedawno „Gazeta Stołeczna”. Bo takimi metodami działa Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, współpracując i inspirując się osiągnięciami amerykańskiej organizacji – Project for Public Spaces.

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

Duża uwaga przywiązywana jest w tych działaniach do współpracy z mieszkańcami, z przyszłymi użytkownikami przestrzeni – to oni są ekspertami w tej sprawie, oni wiedzą najlepiej, jak ukształtować teren, z którego będą korzystać. Z jednej strony więc ważne są konsultacje, warsztaty, ankiety, rozmowy, wspólne szukanie optymalnych rozwiązań. Z drugiej – obserwacja przyzwyczajeń, aby nowy projekt nie stał w opozycji do nich. „Rozwiązania przestrzenne mają służyć ludziom, a nie być same w sobie ciekawą formą. Chcemy aby pytanie brzmiało: nie czy budynek jest dobry, ale czy powoduje dobro” – podkreślają członkowie fundacji. „Widzimy wielką potrzebę mówienia o tym jaka przestrzeń służy ludziom, żeby nie powstawały kolejne „wypolerowane miejskie salony“. Bo liczy się teraz, a nie później – stawiamy na mobilne, niedrogie realizacje. Chcemy iść w stronę niskobudżetowych, kreatywnych rozwiązań, które przyniosą natychmiastowe zmiany. Powszechne i zniechęcające jest prowadzenie konsultacji i nie realizowanie ich postulatów lub odkładanie ich daleko w czasie” – piszą o swoich metodach działania.

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

Dlatego też w przypadku skweru na Krochmalnej architekci do działania włączyli się dopiero po jakimś czasie: najpierw trwały obserwacje istniejącej przestrzeni, tego, jak jest użytkowana oraz zbieranie informacji o tym, czego potrzebują i oczekują jej przyszli użytkownicy. Pracownia Centrala przygotowała na bazie tych danych trzy projekty – propozycje zagospodarowania terenu, spośród których mieszkańcy wybrali ten, który uznali za najlepszy.

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, proj. Grupa Centrala, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

W ten sposób zaniedbany skwer zmieni  się wkrótce w Archipelag wysp o różnych funkcjach. Będzie odkrywka archeologiczna, krater, labirynt, makieta fragmentu osiedla, umożliwiająca zostawianie wiadomości dla innych mieszkańców. Poza tym wiele z wysp posłuży integracji osób w różnym wieku – będzie pagórek z miejscami do siedzenia, miejsce do ćwiczeń na świeżym powietrzu, brodzik, zimą zmieniany w lodowisko.
Każde z pojedynczych, proponowanych rozwiązań było konsultowane z mieszkańcami lub też zgłaszali je oni sami (każdy mógł zaproponować projekt wyspy, organizatorzy akcji apelowali: „Jeśli Twoim zdaniem w projekcie brakuje wyspy o istotnej dla Ciebie funkcji, to wyślij nam swoją propozycję mailem”), na skwerze wybudowano makietę przyszłego placu, organizowane były spotkania i pikniki. W projekcie wzięli udział przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowej i władz miasta, nawiązano współpracę z firmą budowlaną, która wykona plac zabaw oraz pierwsze wyspy. Propozycję oświetlenia przyszłego placu mieszkańcy zgłosili do konkursu na projekty budżetu obywatelskiego i zwyciężyli w głosowaniu, dzięki czemu pozyskano fundusze na ten cel. Wokół projektu przebudowy skweru zawiązała się duża koalicja, dzięki której powstanie zapewne miejsce o optymalnej dla dużego grona użytkowników formie.

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych "Na miejscu", źródło: http://namiejscu.org

Dokumentacja procesu powstawania projektu nowego skweru przy ul. Krochmalnej 3 w Warszawie, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”, źródło: http://namiejscu.org

Stworzymy front i koalicję na rzecz dobrych przestrzeni – łączymy potencjał, wiedzę i siłę różnych obszarów: samorząd + mieszkańcy + naukowcy + przedsiębiorcy + ludzie kultury” – mówią o sobie członkowie Fundacji Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”. Może warto ich naśladować?

Spotkanie z architektami ze Szwajcarii – program wykładów

11 i 12 października 2014 roku w Pawilonie SARP przy ul. Foksal 2 w Warszawie odbędzie się cykl spotkań z młodymi szwajcarskimi architektami i projektantami.
W sobotę, 11 października od 10.00 do 16.00 trwać będą prezentacje młodych szwajcarskich pracowni architektonicznych. Oto szczegółowy program wydarzeń tego dnia:

10:00 - wprowadzenie: o temacie tegorocznej edycji projektu “Synchronizacja” opowie Bogna Świątkowska
10:20 – Kasia Jackowska przedstawi gości i opowie o szwajcarskim systemie edukacji

11:00 - prezentacja Karamuk*Kuo / www.karamukkuo.com

12:00 - przerwa na lunch

13:15 - prezentacja Imhof Architekten / www.lukasimhof.ch/
14:15 - prezentacja Atelier Scheidegger Keller / www.scheideggerkeller.ch 

15:15 - dyskusja

Banknot łączy naród

Przy okazji toczącej się w Polsce debaty na temat wprowadzenia w naszym kraju europejskiej waluty niektórzy przeciwnicy tej idei używają argumentu o poczuciu wspólnoty: likwidacja złotego, pieniądza, związanego w Polską od wieków i wymiana go na „bezosobowe”, ponadnarodowe euro wpłynie negatywnie na poczucie narodowej tożsamości, lokalnej wspólnoty. Waluta jest według nich elementem narodowego dziedzictwa, którego nie powinno się wyzbywać.

Nowe banknoty norweskie, proj. The Metric System, źródło: http://themetricsystem.no

Nowe banknoty norweskie, proj. The Metric System, źródło: http://themetricsystem.no

Autorzy koncepcji wspólnej europejskiej waluty, zdając sobie sprawę z wartości narodowej, jaką zawiera w sobie pieniądz, dopuścili, by na rewersie każdej monety oraz banknotu euro znalazły się obrazy, związane z poszczególnymi krajami – są to m.in. charakterystyczne rośliny czy budynki, wizerunki postaci historycznych, dzieła sztuki.

Nowe banknoty norweskie, proj. Snøhetta, źródło: http://snohetta.com

Nowe banknoty norweskie, proj. Snøhetta, źródło: http://snohetta.com

7 października 2014 roku Centralny Bank Norwegii ogłosił wyniki konkursu na projekt nowych banknotów. Królestwo Norwegii nie należy do Unii Europejskiej, ma własną walutę – koronę – nie musi więc dostosowywać się do wymogów wspólnoty państw. Rozstrzygnięty właśnie konkurs miał na celu wyłonienie projektów, które pozwolą odświeżyć wygląd pieniędzy, którymi posługują się Norwegowie, unowocześnić je, uczynić atrakcyjniejszymi wizualnie. W konkursie przyznano dwie nagrody. Otrzymały je ex aequo norweskie studio graficzne The Metric System oraz znana na całym świecie pracownia architektoniczna Snøhetta.

Nowe banknoty norweskie, proj. The Metric System, źródło: http://themetricsystem.no

Nowe banknoty norweskie, proj. The Metric System, źródło: http://themetricsystem.no

The Metric System zaproponowali banknoty, pokryte ilustracjami, przedstawiającymi morskie motywy – latarnię morską, statek, ryby, plażę. Stonowane kolorystycznie, proste i czytelne obrazki przypadły do gustu jurorom konkursu. Projektanci z biura Snøhetta zaproponowali inny pomysł: na bazie zdjęć, przedstawiających różne nadmorskie pejzaże czy  sceny (ludzie na pomoście, rybacy, wzburzone fale, wyspy) stworzyli abstrakcyjne grafiki o horyzontalnym układzie, nasuwające skojarzenia z wykresami skali Beauforta. Ta asocjacja nie jest oczywiście przypadkowa. „Morskie wybrzeże – to krajobraz, który nas kształtuje, który widzimy od chwili narodzin, to nasze dziedzictwo i tożsamość” – mówią architekci. Stąd w grafikach echa różnych związanych z morzem kształtów, symboli, metafor. Ale jednocześnie ich radykalnie uproszczona forma, przypominająca piksele z maksymalnie powiększonego obrazu – to ukłon ku współczesności, ku oglądanym w komputerach cyfrowym obrazom.

Nowe banknoty norweskie, proj. Snøhetta, źródło: http://snohetta.com

Nowe banknoty norweskie, proj. Snøhetta, źródło: http://snohetta.com

Te dwie zupełnie różne koncepcje – malowniczych, klarownych, pogodnych ilustracji oraz abstrakcyjnych, cyfrowych grafik zostaną ze sobą połączone. Projekty, zgłoszone przez pracownię The Metric System zajmą awersy banknotów, a na ich rewersach pojawią się grafiki Snøhetty.

Życie w post-olimpijskim mieście

Wielkie inwestycje związane ze sportem, w szczególności ogromne, kosztowne w budowie i utrzymaniu stadiony zwykle wzbudzają kontrowersje. Są one jedna bardzo często tymczasowe: koszty takiej inwestycji wywołują oburzenie w początkowym etapie, gdy jednak arena zaczyna działać, staje się miejscem emocjonujących wydarzeń – wtedy kontrowersje znikają, pozostają sportowe uniesienia i poczucie wspólnoty, jaką daje udział w dużych imprezach masowych.

Welodrom wybudowany na potrzeby Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku, Ateny, fot. Tilemahos Efthimiadis, CC BY-SA 2.0

Welodrom wybudowany na potrzeby Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku, Ateny, fot. Tilemahos Efthimiadis, CC BY-SA 2.0

Problem kosztów, generowanych przez liczące kilkadziesiąt tysięcy krzeseł na trybunach stadiony powracają w debatach, gdy okaże się, że cena utrzymania areny znacząco przewyższa zarobki z organizowania tam imprez. Problem drogich i nikomu niepotrzebnych stadionów dotyka prawie wszystkie kraje – nie tylko reżimy, budujące na pokaz. Gigantyczne stadiony olimpijskie i hale sportowe stoją puste lub są używane kilka razy do roku zarówno w Montrealu, jak Atenach, Moskwie, Pekinie, Barcelonie. Pojedyncze tego typu obiekty znaleźć można w USA, Niemczech, Włoszech. W niewielkim przybliżeniu można powiedzieć, że właściwie każde Igrzyska Olimpijskie pozostawiły po sobie jakieś zapomniane, niepotrzebne obiekty.

Wioska olimpijska, wybudowana w Moskwie w 1980 roku, fot. Shakura , CC BY-SA 3.0

Wioska olimpijska, wybudowana w Moskwie w 1980 roku, fot. Shakura , CC BY-SA 3.0

Wędrowaniem śladem obiektów, wybudowanych na potrzeby różnych igrzysk zajęli się dwaj amerykańscy fotografowie: Jon Pack i Gary Hustwit. Od 2008 roku sfotografowali oni już areny sportowe, wybudowane na olimpijskie potrzeby w Atenach, Barcelonie, Pekinie, Berlinie, Helsinkach, Mexico City, Moskwie, Londynie, Los Angeles, Montrealu, Lake Placid, Rzymie i Sarajewie. Ten pierwszy etap realizowanego przez nich pod nazwą „The Olympic City”  został podsumowany wydaniem książki, w której zawarto zdjęcia, pokazujące stan „po olimpiadzie”. Jak przyznają autorzy projektu, ich praca się na tym nie kończy: zapewne w kolejnych latach odwiedzą następne miejsca na świecie, które porwały się na ryzykowne przedsięwzięcie, jakim jest organizowanie Igrzysk Olimpijskich.

What happens to a city after the Olympics are gone? – pytają autorzy projektu i wnioski, do jakich dochodzą, odwiedzając miasta-organizatorów nie są optymistyczne. Co ważne – fotografowie nie skupiają się tylko na obiektach architektonicznych; pokazują życie w miejscach, powstałych na potrzeby olimpiad, np. w osiedlach mieszkaniowych, powstałych na terenach dawnych wiosek olimpijskich.

Pejzaże z post-olimpijskich miast można obejrzeć TUTAJ

Najpiękniejszy, bo dla wspólnoty

3 października zakończył się World Architecture Festival, ważna międzynarodowa impreza, podczas której nagradzane są zgłaszane z każdego zakątka świata nowe obiekty architektoniczne. Nagrody przyznawane są w wielu kategoriach, osobno budynkom zrealizowanym i futurystycznym wizjom. Najważniejszą nagrodą, wręczaną przez jury WAF jest jednak laur World Building of the Year, dla najciekawszej, najlepszej budowli ocenianej ponad podziałami na kategorie.

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

W tym roku tę najwyższą nagrodę dostał budynek wyjątkowo mało efektowny, zaskakująco wręcz prosty i skromny. To centrum lokalnej społeczności, wybudowane na przedmieściach wietnamskiego miasta Ho Chi Minh, a zaprojektowane przez a21studio. „Mała architektura, która staje bodźcem do wielkich zmian” – ogłosili jurorzy WAF, przyznając najwyższą nagrodę obiektowi o formie, której łatwo nawet nie zauważyć.

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

Wskutek kryzysu gospodarczego, który szczególnie dotknął rynek nieruchomości, także w Wietnamie nastąpiło wiele negatywnych zmian. Jedną z nich było powolne znikanie niewielkich ośrodków dla lokalnych wspólnot, ogólnodostępnych obiektów, które nie tylko służyły mieszkańcom, ale też miały pozytywny wpływ na jakość życia na dość zdegradowanych przedmieściach. Kaplica (the Chapel), czyli nagrodzony właśnie budynek – to sposób na zapełnienie tej luki.

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

Na niewielkiej, wydzierżawionej na 10 lat działce wśród zabudowy mieszkaniowej, z materiałów budowlanych, pozostałych po poprzednim właścicielu architekci z a21studio stworzyli funkcjonalny i przytulny obiekt, skrojony na potrzeby mieszkańców okolicy. Można tu organizować wystawy, prelekcje pokazywać sztuki teatralne, można zorganizować spotkanie, zebranie, poczęstunek, imprezę taneczną – wszystkie aktywności, dotyczące lokalnej wspólnoty są tu dopuszczalne.

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

Budynek wzniesiono w krótkim czasie i małym nakładem środków. Do budowy wykorzystano porzucone, niepotrzebne materiały budowlane – stalowe rury czy blaszane płyty. To zresztą od malowanych na biało płyt z blachy, które stanowią elewacje i ściany wewnętrzne budowli zyskała ona swoją nazwę: Kaplica (nie ma to nic wspólnego z religią). Za pomocą tych dość przypadkowych materiałów architekci zaprojektowali wygodny budynek, składający się z jednej, dużej sali, wspartej na stalowej kolumnie, rozgałęziającej się tuż pod sufitem niczym korona drzewa. Białą stal urozmaicają kolorowe detale: zasłony czy wielobarwne płytki, ulokowane w szczelinie w dachu i zabarwiające wpadające tamtędy światło.

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

the Chapel, Ho Chi Minh, Wietnam, proj. a21studio, źródło: www.worldarchitecturefestival.com

”W tym budynku osiągnięto maksimum efektu za pomocą minimum środków”, podkreślali jurorzy World Architecture Festival. Docenili, że skromnymi metodami udało się wykreować przestrzeń ogólnodostępną, generująca budowanie wspólnoty, przyjazną, bezpretensjonalną i funkcjonalną, służącą mieszkańcom bez względu na ich status majątkowy czy wykształcenie. Wysoko ocenianym pomysłem było też wykorzystanie tu materiałów z recyklingu.

Pomnik czy deskorolka

Od kilku miesięcy Szczecin szczyci się dwoma nowymi inwestycjami, które nie tylko odmieniły centrum tego miasta, ale wprowadziły zupełnie nową jakość do przestrzeni o trudnej, burzliwej historii i dość chaotycznej zabudowie. Mowa o powstałych tuż obok siebie dwóch nowych obiektach: Filharmonii Szczecińskiej oraz Centrum Dialogu Przełomy (CDP), czyli muzeum, poświęconym najnowszym dziejom Pomorza Zachodniego.

Pomnik Ofiar Grudnia '70 - "Anioł Wolności", fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Pomnik Ofiar Grudnia ’70 – “Anioł Wolności”, fot. Kapitel, zdjęcie w domenie publicznej

Idea była doskonała: w centrum miasta, obok siebie powstają nowe siedziby dwóch ważnych instytucji kultury. Jedna o efektownej bryle, druga – zakopana pod ziemią. Razem kreują zupełnie nową miejską przestrzeń: jedna zwraca uwagę, druga wspomaga powstanie nowej, oryginalnej przestrzeni publicznej (dach Centrum Dialogu Przełomy – to miejski plac o ukośnej, jakby łamanej powierzchni).

Plac "Solidarności" i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Plac “Solidarności” i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Niestety zarówno gmach Filharmonii, jak i sposób zagospodarowania placu „Solidarności”, pod posadzką którego powstało CDP spotkały się z krytyką. O ile tę pierwszą realizację niektórzy oceniali negatywnie tak, jak oceniają większość obiektów współczesnej architektury, choć trochę odstających od banału, o tyle zagospodarowanie placu wywołało wręcz konflikt.
Nowa przestrzeń publiczna, nietypowy, ukośny plac w centrum miasta dość szybko polubili nie tylko spacerowicze, ale i miłośnicy jazdy na deskorolce. Rzeczywiście, kamienna posadzka i liczne skosy doskonale nadają się do jeżdżenia na desce. To zjawisko nie spodobało się jednak działaczom „Solidarności”.  „Szef “Solidarności” Pomorza Zachodniego Mieczysław Jurek publicznie skrytykował obecne ukształtowanie pl. “Solidarności”, którym jest dach Centrum Dialogu Przełomy. Stwierdził, że to miejsce nadaje się dla deskorolkowców, którzy już z niego korzystają, a nie dla właściwego upamiętnienia Sierpnia ’80. Jak zaznaczył Mieczysław Jurek, “na tych górach i dolinach” nie można zorganizować uroczystości chociażby z udziałem wojska, bo jak po takim terenie maszerować” – relacjonowała lokalna „Gazeta Wyborcza”.

Plac "Solidarności" i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Plac “Solidarności” i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Przedstawiciele „Solidarności” napisali list, w którym uwzględnili swoje uwagi do tej przestrzeni: „W związku z budową Centrum Dialogu Przełomy, miejsce to było czasowo wyłączone z normalnego użytkowania. Po zakończeniu budowy pomnik, wraz z otoczeniem, miał ponownie pełnić dotychczasowe funkcje. Niestety, w trakcie przygotowań do tegorocznych obchodów rocznicy Sierpnia ’80, które zaplanowano między innymi w tym miejscu, okazało się, że teren ten, ze względu na swoje nowe ukształtowanie, uniemożliwia zorganizowanie przed pomnikiem Anioła Wolności uroczystości z udziałem wojska i orkiestry oraz większej liczby delegacji i samych szczecinian. Udziału w uroczystościach sierpniowych, właśnie ze względu na brak możliwości bezpiecznego i równego ustawienia żołnierzy, odmówiło dowództwo kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego”.
Miłośnicy deskorolek – którzy wg działaczy „Solidarności” bezczeszczą miejsce pamięci, podjęli próbę dialogu: licznie wzięli udział w zorganizowanym pod koniec września spotkaniu na temat sposobów użytkowania placu. Niestety ze strony związku zawodowego nikt się na nim nie pojawił.

Plac "Solidarności" i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Plac “Solidarności” i Centru Dialogu Przełomy, fot. Magda Kotelon, źródło: www.facebook.com/CentrumDialoguPrzelomy

Sytuacja spolaryzowała różne środowiska w Szczecinie, jednak krytyka nowej miejskiej przestrzeni, dokonana przez działaczy związku zawodowego rodzi pytanie: dla kogo jest przestrzeń publiczna? Czy ma służyć kilka razy w roku do organizacji defilad i składania wieńców, czy raczej warto, by była na co dzień użytkowana przez wszystkich mieszkańców miasta? Szczególnie, że inwestycja powstała w publicznych pieniędzy, Centrum Dialogu Przełomy jest bowiem filią Muzeum Narodowego.

Nowy bazar w mieście

Obwoźna, uliczna sprzedaż produktów spożywczych wraca do łask: przez lata spychana na peryferia, teraz – na fali ekologii, pasji do zdrowego żywienia i świadomej konsumpcji – znów jest postrzegana jako nie tylko miejska atrakcja i część miejskiej infrastruktury, ale i jako istotny element życia społecznego. Dlatego coraz częściej lokalne władze oraz prywatni inwestorzy finansują projekty architektoniczne, mające „ucywilizować” miejsca, tradycyjnie związane z ulicznym handlem. W wielu europejskich miastach w ciągu ostatnich lat powstały realizacje związane z lokalnymi bazarami. Zwykle nie są to budynki, a lekkie formy – pawilony, zadaszenia, które nie zmieniają sposobu działania bazaru, dają jednak zarówno sprzedawcom, jak i klientom więcej komfortu, oferują lepsze warunki funkcjonowania.

Markhal Rotterdam, proj. MVRDV, źródło: www.mvrdv.nl

Markhal Rotterdam, proj. MVRDV, źródło: www.mvrdv.nl

Jedną z najgłośniejszych ostatnio realizacji „bazarowych” jest oddany właśnie do użytku budynek miejskiego targowiska w Rotterdamie. To większe przedsięwzięcie niż tylko zadaszenie bazaru – pracownia MVRDV zaprojektowała ogromny, wygięty w łuk budynek, w którym poza halą targową ulokowano również mieszkania. Obiekt przypomina gigantyczny blok (228 mieszkań) , który wygięto w łuk tak, aby w utworzonej w ten sposób przestrzeni można było ustawić stragany. Atrakcją tej budowli jest pomalowane sklepienie bazaru – zdobią je wielkie owoce, kwiaty, warzywa.

Targ rybny w Bergen, proj. Eder Biesel Arkitekter, www.ederbiesel.no

Targ rybny w Bergen, proj. Eder Biesel Arkitekter, www.ederbiesel.no

W 2009 roku rozstrzygnięty został konkurs architektoniczny na projekt nowego bazaru rybnego w norweskim Bergen. Miasto szczyci się wielowiekową tradycją handlu rybami, jednak lokalny targ nie spełniał już współczesnych wymogów technicznych czy sanitarnych. Zrealizowana zwycięska koncepcja pracowni Eder Biesel Arkitekter – to podłużny, horyzontalny pawilon, częściowo otwarty na ulicę. Przeszklony parter dźwiga pokrytą drewnianymi żaluzjami kondygnację, kryjąc pomieszczenia sanitarne, ale też m.in. restaurację – bo bazar poza miejscem zakupów był zawsze także miejscem spotkań lokalnej społeczności. Budowa nowego pawilonu miała na celu wzmocnienie tej funkcjo obiektu, rozwinięcie targowiska w stronę centrum życia lokalnej wspólnoty.

Pchli targ Mercat dels Encants, Barcelona, proj. Studio b720, źródło: http://b720.com

Pchli targ Mercat dels Encants, Barcelona, proj. Studio b720, źródło: http://b720.com

Podobne zjawisko miało miejsce w Barcelonie. Tu w 2013 roku powstało ekspresyjne, rzeźbiarskie zadaszenie nad popularnym pchlim targiem. To inwestycja publiczna: władze miasta w 2008 roku ogłosiły konkurs na projekt „ucywilizowania” terenu targowego, kilka lat później oddano do użytku sfinansowaną przez miasto wizję pracowni Studio b720. Lokalny pchli targ stał się w ten sposób jeszcze bardziej popularny, dołączył do turystycznych atrakcji miasta. Wszystko za sprawą dachu i oryginalnym, „łamanym” kształcie i złotej, lustrzanej powierzchni. Owa konstrukcja poza poprawą warunków (ochrona przed deszczem, wiatrem) sama w sobie stała się magnesem, przyciągającym tu kolejne osoby. Teraz na targ przychodzi się nie tylko kupować, ale i spędzać czas, spotykać się ze znajomymi, organizować imprezy.

Rewitalizacja targu rybnego w Beşiktaş, Turcja, proj. GAD, źródło: http://gadarchitecture.com

Rewitalizacja targu rybnego w Beşiktaş, Turcja, proj. GAD, źródło: http://gadarchitecture.com

Rzeźbiarską formę otrzymało także zadaszenie, wybudowane nad targiem rybnym w miejscowości Beşiktaş w Turcji. Tu budowa betonowej konstrukcji nad straganami była od początku przewidywana jako bodziec do dalszego rozwoju miejsca. Uporządkowanie ulicznego handlu oraz nadanie mu architektonicznego, atrakcyjnego „opakowania” ma być początkiem do kolejnych realizacji, ożywiających okolicę, przyciągających ludzi, budujących wokół tego terenu lokalną wspólnotę. Betonowy, dynamiczny, efektowny dach z betonu, jaki w 2013 roku rozpięto nad targowiskiem powstał według projektu pracowni GAD.

Kieszonkowe parki

Samotność w wielkim mieście – to zjawisko zdiagnozowane, opisane, rzeczywiste. Zabiegani, zajęci mieszkańcy wielkich miast coraz rzadziej się integrują, nie znają nawet swoich najbliższych sąsiadów, nie zwracają uwagi na innych przechodniów, są skupieni na sobie. A jednak mimo postępującej indywidualizacji współczesnych mieszczan człowiek nie przestał być istotą społeczną i nawet jeśli nie nawiązuje bliższych relacji, lubi być wśród innych ludzi. W przestrzeniach silnie zurbanizowanych doskonałym miejscem do zatrzymania się na chwilę, do znalezienia wytchnienia wśród innych, tak samo zabieganych i przemęczonych mieszkańców są tereny zielone. Co jednak zrobić, gdy tych masowo ubywa? Choć zieleń jest człowiekowi niezbędna do życia, zajmuje w miastach zbyt cenne tereny, bardzo często staje się więc ofiarą urbanizacji. Skwery, parki, zieleńce znikają z miast, ustępując miejsca kolejnym nowym inwestycjom.

Girard Fountain Park, 325 Arch Street, Filadelfia, fot. AMP Wiki Take Philadelphia, CC BY-SA 3.0

Girard Fountain Park, 325 Arch Street, Filadelfia, fot. AMP Wiki Take Philadelphia, CC BY-SA 3.0

W brytyjskich czy amerykańskich miastach już pod koniec lat 80. XX wieku rozwijał się trend, którego celem jest uzupełnienie braków z miejskiej zieleni, a przy okazji stworzenie miejsc, w których mieszkańcy mogą przebywać wspólnie. W ostatnich latach moda na zakładanie tzw. parków kieszonkowych bardzo się rozwinęła, co więcej w kilku metropoliach ich powstawanie i utrzymanie jest finansowane ze środków publicznych.
Parki kieszonkowe – pocket parks – powstają w podwórkach, na dziedzińcach, w wąskich przesmykach między biurowcami, w miejscu wyburzonego budynku. To małe skrawki niezabudowanego terenu, które się porządkuje, obsadza zielenią (w najgorszym wypadku przynajmniej taką w donicach), odpowiednio oświetla, gdzie wstawia się ławki, stoliki, czasem mała fontannę.

Cloisters Pocket Park, Northampton, fot. Ruth Thomas, (CC BY-SA 2.0)

Cloisters Pocket Park, Northampton, fot. Ruth Thomas, (CC BY-SA 2.0)

„Pocket parks odpowiadają na potrzebę bliskości terenów zielonych w terenach gęsto zabudowanych, ale jednocześnie służą wszystkim mieszkańcom, np. poprzez udostępnienie przestrzeni publicznej czy poprawę mikroklimatu. Co ważne, zostawiają one również wiele miejsca do interpretacji i reorganizacji przestrzeni, stanowiąc sposób na aktywizację lokalnej społeczności. Pocket parks mogą stanowić punkt charakterystyczny, miejsce spotkań czy atrakcję turystyczną. Wymierną korzyścią jest także podniesienie jakości przestrzeni i standardu mieszkaniowego oraz wartości okolicy – zarówno w aspekcie postrzegania jak i finansowym. W projektach parków kieszonkowych uwzględnia się nie tylko zieleń, ale i urządzenia służące do rekreacji, elementy małej architektury czy też ogródki gastronomiczne” – opisuje zalety kieszonkowych parków Tomasz Nita na łamach portalu Urbnews.pl.

Mapa przyszłych parków kieszonkowych w Londynie, źródło: www.london.gov.uk

Mapa przyszłych parków kieszonkowych w Londynie, źródło: www.london.gov.uk

Do wiosny 2015 roku w Londynie ma powstać 100 nowych kieszonkowych parków. W 27 dzielnicach kosztem dwóch milionów funtów powstaną niewielkie, dostępne dla wszystkich tereny zielone z miejscami do odpoczynku i do spotkań. To część projektu „London’s Great Outdoors”, stworzonego niedawno przez urząd burmistrza.

„Za miasto pełne parków kieszonkowych uchodzi Nowy Jork. Jednym z najstarszych i najpopularniejszych realizacji jest Paley Park, utworzony na Manhattanie w 1967 r. Mimo powierzchni zaledwie 390 m2 cieszy się dużą popularnością, szczególnie wśród okolicznych pracowników, turystów i przechodniów” – można przeczytać w portalu Urbnews.pl.

Paley Park, Nowy Jork, fot. Jim.henderson, zdjęcie w domenie publicznej

Paley Park, Nowy Jork, fot. Jim.henderson, zdjęcie w domenie publicznej

Nowojorskie parki kieszonkowe mają swoją stronę internetową, układane są ich rankingi (np. „13 of the Best Pocket Parks in NYC”, przygotowany przez redakcję portalu Untappedcities.com). Wśród wymienionych przez portal Untappedcities.com najlepszych parków kieszonkowych Nowego Jorku są także takie, powstałe… wewnątrz budynków, np. z atrium biurowca lub na tarasie nowoczesnego gmachu. Zwykle nieużywane przez nikogo, stanowiące miejsce transferu pracowników korporacji do windy hole nowych budynków także można zamienić w przestrzeń publiczną!

Założenie kieszonkowego parku nie wymaga wielkich nakładów finansowych – wystarczy znaleźć miejsce i wykazać nieco dobrej woli. To niedrogie, szybkie, łatwe w realizacji przedsięwzięcie, mogące w znaczący sposób poprawić jakość życia w mieście.

Dla ludzi na Śląsku

Zarząd Województwa Śląskiego pod patronatem Marszałka od 2006 roku organizuje konkurs na najlepszą przestrzeń publiczną, powstałą na terenie województwa w ostatnim roku. Nadesłane realizacje ocenia specjalistyczne jury, a od kilku lat również sami mieszkańcy – głosujący przez internet użytkownicy przyznają swoją „nagrodę publiczności”.

Rynek Od.Nowa – rewitalizacja śródmiejskiej przestrzeni publicznej w Jaworznie,  źródło: www.slaskie.pl

Rynek Od.Nowa – rewitalizacja śródmiejskiej przestrzeni publicznej w Jaworznie, źródło: www.slaskie.pl

„Dobrej jakości przestrzeń, mająca charakter użyteczności publicznej przyczynia się do gospodarczego i społecznego rozwoju w skali lokalnej i regionalnej. Dlatego tak ważne jest kształtowanie i ochrona jej wysokiej jakości” – podkreślają organizatorzy konkursu.

Strefa Aktywnej Rekreacji – budowa skate parku i miasteczka ruchu drogowego w Żorach, źródło: www.slaskie.pl

Strefa Aktywnej Rekreacji – budowa skate parku i miasteczka ruchu drogowego w Żorach, źródło: www.slaskie.pl

Wśród stawianych przed sobą celów pomysłodawcy konkursu wymieniają:
„-promocja dobrej jakości realizacji urbanistycznych i architektonicznych kształtujących przestrzeń publiczną województwa,
-promocja wysokiej jakości przestrzeni publicznych jako miejsc sprzyjających wzmacnianiu kontaktów społecznych,
-podnoszenie świadomości społecznej w zakresie kształtowania i jakości  przestrzeni,
-poprawa wizerunku województwa i wzrost jego konkurencyjności poprzez poprawę jakości przestrzeni publicznych województwa oraz środowiska zamieszkania,
-przeciwdziałanie degradacji przestrzeni otwartej i zurbanizowanej oraz zjawiskom kryzysowym,
-promocja projektantów tworzących wysokiej jakości rozwiązania urbanistyczne i architektoniczne”.

Rynek Od.Nowa – rewitalizacja śródmiejskiej przestrzeni publicznej w Jaworznie,  źródło: www.slaskie.pl

Rynek Od.Nowa – rewitalizacja śródmiejskiej przestrzeni publicznej w Jaworznie, źródło: www.slaskie.pl

Najlepszą przestrzenią publiczną województwa śląskiego w 2014 roku okazała się Rewitalizacja Śródmiejskiej Przestrzeni Publicznej w Jaworznie „Rynek Od.Nowa”. Kosztem 100 milionów zł władze miasta przeprowadziły daleko idącą modernizację centralnego miejsca w Jaworznie. Modyfikacja systemu drogowego miała na celu usunięcie z Rynku ruchu kołowego; na „odzyskanym” terenie powstała nowa zieleń, fontanny, miejsca do siedzenia. Plac zaplanowano też tak, by nadawał się do organizacji imprez plenerowych. „Atutem nowego rynku, obok walorów wizualnych, jest jego uniwersalność. Już w założeniach miała tu powstać miejska przestrzeń służąca mieszkańcom i to zadanie zostało w pełni zrealizowane. W zależności od potrzeb, rynek może być zarówno miejscem spotkań, spacerów, czy pikników, jak i areną ciekawych przedsięwzięć kulturalnych. Od zakończenia modernizacji na wyremontowanym placu zorganizowano m.in. Jarmark Bożonarodzeniowy, Sylwester, transmisje ze skoków narciarskich, Jarmark Wielkanocny, Koncert Justyny Steczkowskiej z zespołem Archetti z okazji kanonizacji Jana Pawła II „W drodze do świętości”, cykl spotkań dla dzieci „Czytanie z drwalem”, Dzień Dziecka oraz Dni Jaworzna” – podkreślają inwestorzy.

Adaptacja i przebudowa budynku Galerii Sztuki Współczesnej „Elektrownia”, Czeladź, źródło: www.slaskie.pl

Adaptacja i przebudowa budynku Galerii Sztuki Współczesnej „Elektrownia”, Czeladź, źródło: www.slaskie.pl

W historii konkursu Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego nagrody otrzymywały już projekty rewitalizacyjne, modernizacje rynków i parków, nagradzano budynki użyteczności publicznej, skwery, aquaparki, przestrzenie wokół uczelni i szkół. W 2014 roku poza Rynkiem w Jaworznie dostrzeżono także m.in. adaptację zabytkowych budynków dawnej elektrowni na potrzeby Galerii Sztuki Współczesnej w Czeladzi, powstanie Strefa Aktywnej Rekreacji (skate parku i miasteczka ruchu drogowego) w Żorach czy też budowę skweru w centrum Koszęcina przy wjeździe do kompleksu pałacowo-parkowego.

Wszystkie zgłoszone do konkursu realizacje można zobaczyć TUTAJ

Skwer w centrum Koszęcina przy wjeździe do kompleksu pałacowo-parkowego, Koszęcin, źródło: www.slaskie.pl

Skwer w centrum Koszęcina przy wjeździe do kompleksu pałacowo-parkowego, Koszęcin, źródło: www.slaskie.pl

Kto powinien dbać o przestrzeń publiczną?

We wrześniu 2009 roku w Poznaniu odbył się III Kongres Urbanistyki Polskiej, zorganizowany przez Towarzystwo Urbanistów Polskich oraz prezydenta miasta Poznania. Hasło przewodnie tego zjazdu brzmiało: „Nowa urbanistyka – nowa jakość życia”, a jego celem była debata nad tym, co trzeba zrobić, by poprawić jakość przestrzeni w polskich miastach.

Plac Żołnierza Polskiego w Katowicach

Plac Żołnierza Polskiego w Katowicach

Efektem obrad urbanistów z całego kraju jest „Karta Przestrzeni Publicznej”, dokument, który w założeniu miał się stać punktem wyjścia i merytoryczną bazą dla projektów, realizowanych w przestrzeniach miast. „Karta jest wyrazem troski o przestrzeń publiczną jako o dobro wspólne. Wskazuje na zagrożenia, jakie wynikają z braku dbałości o otaczającą nas przestrzeń oraz wytycza pożądane kierunki zmian w zachowaniach społecznych i przepisach prawa w tym zakresie” – pisali jej sygnatariusze.

Rynek w Poznaniu

Rynek w Poznaniu

W jednym z pierwszych punktów Karty jej autorzy definiują pojęcie przestrzeni publicznej. „Przestrzeń publiczną definiujmy w kategoriach społeczno–ekonomicznych. Rozumiemy ją, jako dobro wspólnie użytkowane, celowo kształtowane przez człowieka, zgodnie ze społecznymi zasadami i wartościami – służące zaspokojeniu potrzeb społeczności lokalnych i ponadlokalnych. O publicznym charakterze przestrzeni decyduje zbiorowy sposób jej użytkowania” – piszą.

Plac Nowy Targ, Wrocław

Plac Nowy Targ, Wrocław

Urbaniści, debatujący w czasie Kongresu zapisali w Karcie Przestrzeni Publicznej ujęli w skrótowe podpunkty najważniejsze zagadnienia, dotyczące przestrzeni publicznych – ich tworzenia, projektowania, ale też ochrony. Bo – jak zauważyli urbaniści: „Wielość i znaczenie funkcji przestrzeni publicznej sprawia, że podlega ona silnej presji rozwojowej i zawłaszczaniu. Przestrzeń podlega globalnej grze rynkowej. W wyniku nieuregulowanej konkurencji między jednostkami terytorialnymi dochodzi do akceptacji zawłaszczania przestrzeni publicznej i godzenia się na różnego typu społeczne koszty obciążające lokalne społeczności”.

Plac Baczyńskiego w Tychach

Plac Baczyńskiego w Tychach

Sygnatariusze Karty uporządkowali związane z obszarami miejskimi zagadnienia, układając je według tych, którymi zajmować powinny poszczególne podmioty i grupy. „Jak CHRONIĆ I UŻYTKOWAĆ przestrzeń publiczną? Czego wymagać od WŁADZ PUBLICZNYCH? Co należy do SPOŁECZNOŚCI LOKALNYCH? A czego oczekujemy od PAŃSTWA?” – pytają urbaniści i starają się na te pytania odpowiedzieć.
Podsumowaniem Karty jest „8 zasad organizowania i użytkowania przestrzeni publicznych” Brzmią one następująco:

1. Maksymalizacja wartości miasta i jego nieruchomości poprzez kreowanie wysokiej jakości przestrzeni publicznych.
2. Kompleksowe planowanie miejscowe oraz projektowanie urbanistyczne przestrzeni publicznych w oparciu o wyniki konkursów urbanistycznych i architektonicznych.
3. Społeczna partycypacja w tworzeniu narzędzi kształtowania i gospodarowania przestrzenią publiczną, z aktywnym udziałem lokalnych społeczności w procesie sporządzania dokumentów planistycznych.
4. Ochrona dziedzictwa kulturowego oraz specyfiki lokalnej jako szczególnych wartości przestrzeni publicznych.
5. Równowaga w tworzeniu nowej przestrzeni publicznej w stosunku do rewitalizowanej przestrzeni historycznej.
6. Sprawiedliwy dostęp do przestrzeni publicznych i minimalizacja konfliktów przy ich tworzeniu oraz użytkowaniu.
7. Kształtowanie przestrzeni publicznych integrujących grupy społeczne z szacunkiem dla ich różnych potrzeb i systemów wartości.
8. Aktywne użytkowanie przestrzeni publicznych i ich wykorzystywanie do organizowania wydarzeń lokalnych”.

Cały tekst Karty Przestrzeni Publiczne można pobrać STĄD.

Modlitwa w betonie

W debatach na temat współczesnej architektury sakralnej – szczególnie w Polsce – najczęściej padającym zarzutem jest nieprzyjazność przestrzeni tego typu obiektów. Mówi się, że XX- i XXI-wieczne świątynie są zimne, przypominają hangary dla samolotów czy magazyny, a nie miejsca do modlitewnego skupienia czy spotkań wspólnoty. Nowoczesne, zbyt dynamiczne  formy, zbyt duża skala, a także używanie zimnych, nie tworzących przytulnego nastroju materiałów – to główne zarzuty.

Kościół Notre-Dame du Raincy, fot. Binche, CC BY-SA 3.0

Kościół Notre-Dame du Raincy, fot. Binche, CC BY-SA 3.0

Rzeczywiście nie da się nie dostrzec faktu, że we współczesnej architekturze sakralnej, zarówno w Polsce, jak i na świecie, beton stał się w pierwszych latach XX wieku niezwykle popularnym materiałem budowlanym.  Jednym z najbardziej znanych i wyprzedzających niejako swój czas obiektów religijnych, wzniesionych z betonu w specyficznej estetyce, jaką ten materiał narzuca jest kościół Notre-Dame we francuskim Raincy. Zaprojektował go w latach 1922-23 Auguste Perret. Gmach o niezwykłym, rozległym, zalanym światłem wnętrzu jest dziś podawany za przykład jednej z pierwszych świątyń, wzniesionych w nowych formach – radykalnie nowoczesnych.

Wotruba Kirche, Wiedeń, fot. ninanuri , CC BY-SA 3.0

Wotruba Kirche, Wiedeń, fot. ninanuri , CC BY-SA 3.0

Przykłady betonowych kościołów z XX wieku można mnożyć. Niezwykłą formę ma Wotruba Kirche – Kościół Najświętszej Trójcy, zbudowany w latach 1974-1976 w 23. dzielnicy Wiednia według wizji Fritza Wotruby. Betonowa jest słynna – ikoniczna – katedra w Brasilii (proj. Oskar Niemeyer, 1970) i nie mniej znana kaplica Notre Dame du Haut w Ronchamp Le Corbusiera. W Polsce niezwykle sprawnie betonem posługiwał się, tworząc niezwykłe, pełne nastroju wnętrza Władysław Pieńkowski, autor m.in. warszawskich kościołów św. Michała i  św. Dominika.

Katedra w Brasilii, fot. Bgabel, CC BY-SA 3.0

Katedra w Brasilii, fot. Bgabel, CC BY-SA 3.0

Popularność betonu w architekturze sakralnej nie słabnie. Na całym świecie powstają wciąż kościoły z tego materiału – co więcej, ich formy są nierzadko jeszcze bardziej wyraziste. Trend, jaki można zaobserwować obecnie, to zmniejszanie się skali obiektów sakralnych oraz uproszczenie ich form.

Kościół Zbawiciela, Teneryfa, proj. Menis Architects, źródło: http://menis.es

Kościół Zbawiciela, Teneryfa, proj. Menis Architects, źródło: http://menis.es

Minimalizm – to z całą pewnością popularny styl w najnowszych realizacjach na potrzeby kościoła. Budująca w Toruniu salę koncertową hiszpańska pracownia Fernando Menisa ma na koncie kilka kaplic i kościołów, w tym m.in. ten, powstały w 2012 roku na Teneryfie. Rok później w koreańskim mieście Byeollae powstała minimalistyczna bryła kościoła projektu pracowni Nameless Architecture.

Sunset Chapel, Guerrero, Meksyk, proj. Bunker Arquitectura, źródlo: www.bunkerarquitectura.com

Sunset Chapel, Guerrero, Meksyk, proj. Bunker Arquitectura, źródlo: www.bunkerarquitectura.com

Meksykańskie biuro Bunker Arquitectura zyskało rozgłos, projektując położoną w lesie, wśród skał maleńką Sunset Chapel, służącą do kontemplacji i prywatnej modlitwy. Asymetryczna, betonowa bryła ma ażurowe elewacje, by użytkownicy przy okazji modlitewnego skupienia mogli podziwiać malowniczy widok na okolice.

Kościół w Byeollae, Korea, proj. Nameless Architecture, źródło: http://namelessarchitecture.com

Kościół w Byeollae, Korea, proj. Nameless Architecture, źródło: http://namelessarchitecture.com

Być może drewniane kościoły wydają się wiernym bardziej przyjazne. Może są formy architektoniczne, w których nastrój modlitwy i skupienia osiąga się łatwiej, faktem jest jednak, że to beton wciąż dominuje w światowej architekturze sakralnej.

Kościół św. Dominika, Warszawa, proj. Władysław Pieńkowski, fot. ac

Kościół św. Dominika, Warszawa, proj. Władysław Pieńkowski, fot. ac

Od płaskorzeźby do miejsca spotkań

Najpierw była chęć wyremontowania płaskorzeźby: znajdująca się na narożniku kamienicy przy ul. Zwycięzców 11, pochodząca z 1947 roku praca Jerzego Jarnuszkiewicza popadała w ruinę. Okoliczni mieszkańcy z własnej inicjatywy rozpoczęli starania nie tylko o remont płaskorzeźby, ale i o wpisanie jej do rejestru zabytków. I dzięki skutecznemu współdziałaniu oba te założenia zrealizowali. Jak to w listopadzie 2011 roku, przy okazji odsłonięcia wyremontowanej płaskorzeźby „Plon” relacjonowała „Gazeta Stołeczna”: „Akcję ratowania “Plonu” zainicjowała graficzka z Saskiej Kępy Ewa Brykowska-Liniecka. Wciągnęła w to lokalną społeczność i burmistrza dzielnicy (objął patronat). Pomogło Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków: sfinansowało przygotowanie tzw. białej karty, niezbędnej do wpisania płaskorzeźby do rejestru zabytków, potem – rzutem na taśmę – umieściło “Plon” na liście obiektów, których remont dotuje w tym roku miasto. Do współpracy dała się namówić sceptyczna z początku wspólnota mieszkańców kamienicy przy Zwycięzców 11. Znalazła dodatkowego darczyńcę – Fundację Teresy Sahakian oraz konserwatora Bartosza Markowskiego, który odrestaurował dzieło Jarnuszkiewicza i na podstawie archiwalnych zdjęć uzupełnił brakujące fragmenty”. Część pieniędzy, potrzebną na renowację dzieła zebrano podczas uliczne zbiórki w czasie Święta Saskiej Kępy, w przedsięwzięcie zaangażowało się wielu mieszkańców okolicy.

Płaskorzeźba "Plon" autorstwa Jerzego Jarnuszkiewicza na budynku przy ul. Zwycięzców 11 w Warszawie. Stan po renowacji (2011), fot.  Tadeusz Rudzki, (CC BY-SA 3.0)

Płaskorzeźba “Plon” autorstwa Jerzego Jarnuszkiewicza na budynku przy ul. Zwycięzców 11 w Warszawie. Stan po renowacji (2011), fot. Tadeusz Rudzki, (CC BY-SA 3.0)

Sukces akcji remontu płaskorzeźby „Plon” zachęcił do kolejnych działań. Od kilku miesięcy trwają prace nad realizacją kolejnego etapu ożywienia, przywrócenia mieszkańcom narożnika ulic Zwycięzców i Katowickiej. Obok kamienicy z płaskorzeźbą „Plon” ma powstać zielony skwer. Do niedawna niewielki placyk był zaniedbany i nie służył zupełnie nikomu – teraz ma zostać uporządkowany, wyposażony w nową zieleń oraz betonowe ławki, zachęcające do zatrzymania się, sąsiedzkich spotkań. Projekt uporządkowania przestrzeni pod kamienicą z „Plonem” jego pomysłodawcy zgłosili jako propozycję do budżetu partycypacyjnego. Podczas odbywającego się latem 2014 roku głosowania nie zdobył on jednak wystarczającej liczby głosów. W czasie kolejnej edycji Święta Saskiej Kępy zaangazowani w projekt mieszkańcy zbierali datki na budowę betonowych ławek. Udało im się namówić do współpracy władze dzielnicy i te mają sfinansować rewitalizację terenu zielonego. Mieszkańcy muszą zdobyć pieniądze na ławki.

www.facebook.com/Wokol.Plonu

www.facebook.com/Wokol.Plonu

„“Wokół Plonu” – wspólne działania mieszkańców, których celem jest przywracanie Saskiej Kępie historycznych miejsc, utrwalanie odchodzących wspomnień i relacji, a także tworzenie nowych przestrzeni wspólnych” – pisze o sobie grupa, zgromadzona wokół projektu. Wspólnotowość, integracja, współpraca przy działaniu – to hasła, którymi się posługują, starając się realizować przedsięwzięcia, mające wymierne korzyści dla mieszkańców okolicy. Oddolna inicjatywa, zaangażowanie grupy „zwykłych” ludzi, dbających o estetykę miejsca, w którym żyją oraz jego wartość kulturową i historyczną stało się początkiem szeregu działań, jednoczących coraz większą grupę sąsiadów. Spiritus movens całego przedsięwzięcia jest Ewa Brykowska-Liniecka, która nadzoruje prace, jednak liczba osób biorących w nich udział jest coraz większa.

Wspólnota biesiadowania

Wiosną 2014 roku rozstrzygnięta została pierwsza edycja konkursu na najciekawszą pracę naukową z dziedziny teorii architektury. Konkurs, który organizuje Fundacja im. Stefana Kuryłowicza, ma na celu  publikowanie najbardziej wartościowych prac, pogłębiających widzę nad związkami architektury i urbanistyki z kulturą, przemianami społecznymi czy ekonomicznymi.

Nagrodę w pierwszej edycji konkursu otrzymała praca dr Anny Lorens, architektki, badającej sposoby biesiadowania w miastach – to, jak pod względem architektonicznym, społecznym, kulturowym kształtują się miejsca, do których mieszkańcy miast chodzą jeść. Jej praca nosi tytuł „Fenomen miejsc biesiadnych w mieście jako ilustracja krzyżowania się wpływów kultury popularnej i kultury wysokiej w architekturze”.

fot. Annexrf

fot. Annexrf

„Tak jak podstawową funkcją architektury jest zapewnienie człowiekowi schronienia, tak rytuałem, odnoszącym się do podstawowej potrzeby człowieka, jaką jest zaspokajanie głodu, jest biesiada. Konieczność jedzenia nie jest jednak jedynym wyznacznikiem tego rytuału, podobnie jak architektura jest czymś znacznie głębszym niż tylko zapewnienie ochrony człowiekowi przed warunkami atmosferycznymi i niebezpieczeństwem. Aspektem, który pozwala widzieć biesiadę jako rytuał, do którego odnosi się jej architektoniczna reprezentacja, jest integracja, wspólnotowość.
Potrzeba budowania wspólnot jest tym istotniejsza dla człowieka, im bardziej współczesna kultura ulega zglobalizowaniu i informatyzacji, buduje uczucie osamotnienia w tłumie” – pisze we wstępie do książki jej autorka.

Praca Anny Lorens powstała z inspiracji rozwijającym się w Polsce od kilku lat zjawiskiem powstawania lokali, w których obcy ludzie biesiadują razem. „Chcemy poczucia wspólnotowości, chcemy być razem. Dlatego coraz popularniejsze są gwarne miejsca z dużymi stołami biesiadnymi dla wszystkich” – zauważa architektka.

fot. Eweht, (CC BY-SA 3.0)

fot. Eweht, (CC BY-SA 3.0)

Jedzenie „na mieście”, poza domem, nie jest zjawiskiem nowym – osoby żyjące i pracujące w dużych miastach praktykują to na co dzień. Nowością są lokale, w których centralnym punktem jest duży, wspólny stół. Spotykanie przy nim przypadkowych, obcych osób i nawiązywanie z nimi nawet krótkotrwałych jest wielkomiejskim zjawiskiem, które kilka lat temu dotarło do Polski i dynamicznie się rozwija. To fenomen, który można interpretować jako sposób radzenia sobie z samotnością – dolegliwością życia w wielkim ludzkim skupisku, ale też jako wynik naturalnej potrzeby tworzenia wspólnot, nawiązywania relacji.
„Kultura miejsc biesiadnych jest różnorodna, żywa i zmienna. Niekiedy dzięki ulokowaniu tej funkcji w obrębie ciekawej architektonicznej aranżacji tworzą się wartości nowe – nieprzewidywalne w samym procesie jej projektowania. Do nich należą przede wszystkim czynniki kulturotwórcze: chęć integracji i spotkania lub integralna cecha kultury wysokiej – budowanie hierarchii, elitarności miejsca przez użytkowników tej przestrzeni” – pisze Anna Lorens.

Całą książkę można pobrać STĄD