Sztuka publiczna, czyli jaka?

Jak co roku od sześciu lat w październiku w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej odbył się festiwal Warszawa w Budowie. W tym roku poświęcony był artystom – ich obecności w przestrzeni miasta, temu, jaki jest artystów wpływy na miasto i ich udział w jego życiu codziennym.

Joanna Rajkowska "Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich", 2002, fot. Bartosz Stawiarski, źródło: http://artmuseum.pl

Joanna Rajkowska “Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich”, 2002, fot. Bartosz Stawiarski, źródło: http://artmuseum.pl

Tak o założeniach ideowych festiwalu pisali sami jego twórcy: „Warszawa 2014 roku jest centrum życia artystycznego Polski. To tutaj swoje siedziby mają najważniejsze instytucje kultury, galerie komercyjne i redakcje magazynów kulturalnych. Każdego miesiąca otwiera się kilkanaście wystaw, odbywają się prezentacje książek, performanse, dyskusje i pokazy filmów. Również za sprawą symbolicznych realizacji w przestrzeni publicznej (Pozdrowienia z Alei Jerozolimskich Joanny Rajkowskiej, Tęcza Julity Wójcik) warszawska sztuka pojawia się na pierwszych stronach gazet, a mieszkańcy stolicy mają wyrobione zdanie na jej temat.
Również sami twórcy przez swój styl życia wyznaczają trendy, które po pewnym czasie stają się obowiązujące i typowe dla społeczeństwa lub niektórych jego grup. Artyści oraz ich sztuka odgrywają więc ważną rolę w procesach emancypacyjnych.
WWB od początku była festiwalem opisującym miasto. W tym roku opowiedzą o nim artyści sztuk wizualnych, których rola w tworzeniu Warszawy jest ciągle niedoceniana. To oni byli często prekursorami nowego miejskiego życia, które dzisiaj stanowi o atrakcyjności stolicy”.

W ramach festiwalu Warszawa w Budowie 6 odbyła się też sesja naukowa, poświęcona sztuce publicznej. Wzięli w niej udział badacze i badaczki od lat skupieni wokół zagadnień sztuki współczesnej i jej istnienia także w ogólnodostępnych przestrzeniach miast. Ewa Majewska, Maria Poprzęcka, Stanisław Ruksza i Ewa Tatar zostali zaproszeni do udziału w sesji pod pretekstem debaty na temat rzeźby „Pozdrowienia z Alei Jerozolimskich” Joanny Rajkowskiej, czyli popularnej i powszechnie rozpoznawalnej „Plamy”. Ich wystąpienia w bardzo rożny sposób odnosiły się do spraw sztuki publicznej w Polsce w XX i XXI wieku (głównie po roku 2000). Ewa Tatar przeanalizowała głośną pracę Julity Wójcik, czyli stojącą na Placu Zbawiciela „Tęczę” – drugie, obok „Palmy” kontrowersyjne dzieło sztuki, istniejące w miejskiej przestrzeni Warszawy. Prof. Maria Poprzęcka przytoczyła biurokratyczną procedurę, którą musiała przejść Joanna Rajkowska, by „Palmę” na ruchliwym Rondzie de Gaulle’a w ogóle postawić.

Wstęp do historii sztuki publicznej w Warszawie – sesja naukowa | 2014-10-17 | cz. 1. – Maria Poprzęcka from Muzeum Sztuki Nowoczesnej on Vimeo.

Wszystkie wystąpienia są obrazem najnowszych dziejów sztuki publicznej w Polsce (na przykładzie Warszawy), ale pozwalają zarazem zastanowić się, jaki jest sens takiej sztuki, jak cel jej istnienia. Czy pomnik jest sztuką publiczną? Czy dzieło sztuki, istniejące w ogólnodostępnej przestrzeni miasta, gdzie można się na nie natknąć przypadkowo i bez przygotowania oddziałuje inaczej i ma inne znaczenie, niż to, zamknięte w galerii? Po co nam są takie dzieła?

Wszystkie wystąpienia z sesji „Wstęp do historii sztuki publicznej w Warszawie” można zobaczyć na stronie internetowej Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Wspólnotowy raj

W 1968 roku artystka, joginka i przywódczyni duchowa, uczennica Sri Aurobindo, pochodząca z Francji Mirra Alfassa założyła w indyjskim dystrykcie Viluppuram osadę o nazwie Auroville. Utopijne założenia mówiły o tym, że miejsce to miało stać się ponadnarodową, ponadreligijną, po prostu idealną przestrzenią do życia, w której każdy będzie naprawdę wolny. Osada miała być skonstruowana w oparciu o holistyczną ideę harmonii i równości, w której nie ma polityki, nie ma podziału na rasy,narodowości, wyznania, nie ma pieniędzy ani tradycyjnie rozumianej gospodarki. Co ciekawe, projekt na początku istnienia otoczony został wsparciem UNESCO oraz rządu Indii, fundusze na rozbudowę osady pozyskiwano od prywatnych darczyńców.

Matrimandir, Auroville, fot. Santosh Namby Chandran, CC-BY-SA-2.5

Matrimandir, Auroville, fot. Santosh Namby Chandran, CC-BY-SA-2.5

Plany były ambitne: projektujący osadę (w tym jej główny architekt, Roger Anger, zakładali, że zamieszka tu 50 tysięcy osób, które stworzą wspólnotę opartą na współpracy i szacunku. Dziś w Auroville mieszka ok. 2200 osób, w tym prawie tysiąc to obywatele Indii. Osada jest popularnym celem wędrówek dla szukających „siebie”, doświadczonych przez życie i poszukujących ucieczki od codzienności lub też „poszukiwaczy przygód”. Ci jednak raczej nie zamieszkują w Auroville na stałe, a czasowo korzystają z wytworzonych przez tę wspólnotę przyjacielskich zasad funkcjonowania.

Sercem – a mieszkańcy mówią, że raczej „duszą” – osady jest Matrimandir, gmach w kształcie złotej kuli. To miejsce duchowe, jednak nie związane z żadną religią ani sposobem jej praktykowania. Nie ma tu religijnych symboli, obrazów, nawet mebli. Jest tylko oświetlona promieniem słońca kryształowa kula, w której każdy może widzieć dowolny symbol czy metaforę.

W 1988 roku UNESCO nadało Auroville specjalne prawa – nie posiada ono sprecyzowanej władzy, kluczowe decyzje podejmuje – jak relacjonowane to Joanna Irzabek na łamach tygodnika „Polityka”  - „zarząd, składający się z wybitnych Hindusów odwiedzających Auroville corocznie oraz Międzynarodową Komisję Doradczą i Zgromadzenie Mieszkańców. Zaś codziennymi problemami zajmują się liczne komitety i grupy robocze”. Według relacji dziennikarki, mieszkańcy Auroville są przeciwni scentralizowanej władzy, dlatego też lepiej działają oddolne rady mieszkańców; decyzje zarządu nie zawsze cieszą się ogólną akceptacją. „Scentralizowana władza odbiera jednostce prawo do rozwiązywania spraw samodzielnie lub w porozumieniu z innymi. Ale koniec końców wszyscy wyznają niepisaną zasadę żyj i daj żyć innemu”, cytuje słowa jednego z mieszkańców Auroville Joanna Irzabek.

Dla kogo ten most

W 2013 roku brytyjskie media szeroko opisywały projekt, który opracował Thomas Heatherwick, a który miał zostać zrealizowany w Londynie. Architekt zaproponował budowę pieszego mostu nad Tamizą, który byłby jednocześnie parkiem. Przeprawa, dostępna dla spacerowiczów czy rowerzystów miała być lokalną atrakcją – brytyjską odpowiedzią na słynną High Line w Nowym Jorku.

Garden Bridge, proj.  Thomas Heatherwick, źródło: www.heatherwick.com

Garden Bridge, proj. Thomas Heatherwick, źródło: www.heatherwick.com

Szeroki most, gęsto obsadzony zielenią miał się stać jedną z najbardziej przyjaznych przestrzeni publicznych w mieście, wyjątkowym parkiem wiszącym nad rzeką. Wzbudzająca powszechny entuzjazm propozycja została przeznaczona do realizacji: w proces zaangażowały się władze lokalne, wykładając na ten cel 60 milionów funtów i do promocji idei angażując znaną aktorkę, Joannę Lumley.

Zanim jednak na dobre rozpoczęła się budowa nowego mostu pojawiły się spore wątpliwości, co do tego, jak będzie on użytkowany. Władze dzielnicy Lambeth, która miałaby zarządzać mostem ogłosiły bowiem pierwsze zasady: most będzie zamykany o północy; grupy większe niż ośmioosobowe będą musiały wcześniej zgłaszać w urzędzie chęć spaceru i aplikować o pozwolenie na skorzystanie z parku; zabronione będą większe zgromadzenia na moście; zakazana również ma być jazda na rowerze.

Na łamach prasy, w tym „Guardiana”, pojawiło się wiele komentarzy, krytykujących tę politykę. Wprowadzanie tak licznych zakazów i obostrzeń mija się z celem, niweluje ideę budowy prawdziwej przestrzeni publicznej, tworząc raczej coś na kształt parku tematycznego, atrakcji turystycznej z reglamentowanym (a kto wie, czy w przyszłości także płatnym) dostępem. Oburzenie wzbudza przede wszystkim fakt, że most miałby być zrealizowany z pieniędzy publicznych, jednak dostęp do niego nie byłby swobodny dla wszystkich obywateli.

Garden Bridge, proj.  Thomas Heatherwick, źródło: www.heatherwick.com

Garden Bridge, proj. Thomas Heatherwick, źródło: www.heatherwick.com

Jak donosi dziennikarz „Guardiana”, w miejscu, gdzie most będzie łączył się z lądem planowana jest duża wycinka drzew. Dookoła wejścia na most ma powstać duża, pusta przestrzeń. Choć nikt tego na razie nie udowodnił, istnieje podejrzenie, że w ten sposób przygotowywany jest teren pod zabudowę mieszkaniową – podobnie jak w przypadku High Line w Nowym Jorku, dzięki sukcesowi parku znacznie wzrosły ceny okolicznych nieruchomości. W Londynie być może stać się podobnie, wtedy teren w bezpośrednim sąsiedztwie przeprawy wart będzie majątek.
Zbudowany na dawnych wiaduktach kolejowych park High Line w Nowym Jorku okazał się ogromnym sukcesem, jednak tego skutkiem ubocznym stała się gentryfikacja okolicy. Londyńczycy boją się, że w przypadku Garden Bridge może być podobnie, szczególnie, gdy jeszcze przez rozpoczęciem budowy okazuje się, że teren nie będzie dostępny dla każdego.

Zielona fontanna

Teoretycznie przestrzeń publiczna ma służyć wszystkim ludziom, bez względu na płeć, wiek, rasę, majętność, wykształcenie. W praktyce nie zawsze ten idealny scenariusz się sprawdza i nierzadko przestrzeń tę zajmują różne grupy i podmioty, najczęściej komercyjne. Przez lata panowało dość powszechne przyzwolenie, aby tak się działo, jednak od pewnego czasu obserwować można swoisty renesans przestrzeni publicznych: znów ceni się ich wartość i znaczenie, szuka optymalnych i demokratycznych form projektowych, oddaje te obszary znów ich prawowitym użytkownikom.

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Na fali tego „renesansu” realizowane są w przestrzeniach rożnych miast wielorakie projekty, w których dodatkowo „ukrywane są” ważne ze społecznych względów przesłania i myśli. Jedną z takich realizacji jest Fountain House – Dom – Fontanna, wybudowany przy jednej z ruchliwych ulic w Montrealu w Kanadzie. Pawilon powstał dzięki zaangażowaniu wielu instytucji, m.in. Goethe-Institut Montréal, Partnership of Quartier des Spectacles, La Biennale de Montréal. Bo nie jest to tylko miejski obiekt, służący mieszkańcom, ale także instalacja, niosąca pewien społeczny przekaz.

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Projekt pawilonu opracowała pracownia raumlabor i jej szef, Markus Bader, specjalizujący się w interwencyjnych działaniach projektowych na terenie różnych miast. Jego pomysł na pawilon w Montrealu jest dość prosty: pośród zróżnicowanej, ale chaotycznej i mało interesującej wielkomiejskiej zabudowy architekt postawił drewniany pawilon w kształcie walca.

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Jego elewacje obsadzono roślinami – powierzchnia biologicznie czynna została wprowadzona w tę wybetonowaną przestrzeń w postaci pionowych ścian, porośniętych trawą, kwiatami, grzybami. Wewnątrz pawilony umieszczono źródło pitnej wody. Każdy może wejść, napić się jej. Można też po schodach wejść na dach pawilonu, z którego roztacza się widok na okolicę.

Pawilon ma pełnić wiele funkcji. Ma uatrakcyjniać okolicę, przyciągnąć do niej ludzi. Miał też ożywić zielenią zurbanizowany teren. Ale też miał zwrócić uwagę na to, że dobro, jakim jest pitna woda – w krajach tzw. Zachodu powszechne i niedoceniane, dla wielu mieszkańców ziemi jest nieosiągalnym luksusem. Na tym nie koniec: zamiarem architektów było stworzenie przestrzeni, generującej międzyludzkie interakcje, zbliżającej ludzi do siebie. Markus Bader jest przekonany, że właśnie w ludziach tkwi sens przestrzeni publicznych – nie w ładnych meblach, kamiennych posadzkach i stylowych latarniach, ale w tym, aby taka przestrzeń zbliżała do siebie nie znających się ludzi. Zielona Fontanna w Montrealu ma przede wszystkim temu służyć.

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Fountain House, Montreal, proj. Raumlabor, źródło: http://raumlabor.net

Źródło zdjęć: http://raumlabor.net

Nie takie złe czerwone

Przy okazji trwającej jeszcze kilka dni temu w Polsce kampanii wyborczej do samorządów niektóre komitety wyborcze (te mniej partyjne, a bardziej „miejskie”) zwracały uwagę na prawa pieszych. Ginie ich w Polsce przerażająca liczba – jesteśmy pod tym względem na niechlubnym na pierwszym miejscu w całej Unii Europejskiej. Według policyjnych statystyk winnymi wypadków z udziałem pieszych są często kierowcy, jadący za szybko, nie zwalniający przy przejściach dla pieszych itd. Ale wina leży także po stronie użytkowników chodników, którzy przekraczają jezdnie w niedozwolonym miejscu cz na czerwonym świetle.

To ostatnie jest problemem w wielu miastach – zbyt długo świecące się czerwone światło powoduje zniecierpliwienie – wtedy łatwo o niebezpieczną sytuację. W Lizbonie pilotażowo wdrożono nietypowy projekt. Miał on na celu zatrzymanie pieszych, oczekujących na prawo do przejścia przez ulicę. I choć dzięki projektowi nie zmieniła się długość wyświetlenia się czerwonego światła, znacznie spadła liczba osób, próbujących się przemknąć na drugą stronę w czasie, gdy prawo ruchu należało do samochodów.

 

Wiata tematyczna

Warszawski Zarząd Transportu Miejskiego pochwalił się właśnie nowym modelem wiaty przystankowej – w ciągu najbliższych trzech lat w Warszawie stanie aż 1580 nowych wiat przystankowych. Projekt realizowany jest w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego: władze miasta weszły we współpracę z firmą AMS, która w zamian za współfinansowanie budowy i utrzymania wiat będzie dysponowała powierzchniami reklamowymi na przystankach.

Źródło: materiały prasowe ZTM, www.ztm.waw.pl

Źródło: materiały prasowe ZTM, www.ztm.waw.pl

Jak można się dowiedzieć z informacji prasowej, dotyczącej inauguracji projektu, wiaty będą nie tylko estetyczne, ale i bardzo nowoczesne. „Wszystkie wiaty będą interaktywne – standardowo zostaną wyposażone w technologię Near Field Communication (NFC) oraz kody QR. A dzięki bramce gateams.com, pasażerowie będą mogli szybko przejść do świata wirtualnego i skorzystać z szeregu dostępnych funkcjonalności – zaplanować podróż, zapoznać się z informacjami o mieście, lub pobrać darmowe treści – ciekawe artykuły lub utwory muzyczne. Ponadto w wiatach konkursowych i konserwatorskich, docelowo dostępne będzie również Free WiFi (w lokalizacjach umożliwiających efektywne wykorzystanie tej technologii)”.

Multimedialne instalacje na przystankach autobusowych – to nie nowość. Już dość dawno zorientowano się, że ludzie, czekający na autobus czy tramwaj zwykle się nudzą, chętnie czytają więc i oglądają plakaty czy oferty umieszczone na przystanku. Dziś jednak obrazów otacza nas tak wiele, że trzeba bardziej się wysilić, żeby zwrócić uwagę nawet znudzonych pasażerów. Multimedia, projekcje filmowe, dostęp do internetu są teraz narzędziami, służącymi zainteresowaniu poruszających się transportem publicznym mieszczan.
Wiaty przystankowe są wykorzystywane przede wszystkim w celach komercyjnych .


Funny Prank – Curse of Chucky on Bus-Stop in… przez f100001700726211

Dom meblowy może zamienić przystanek w pełni umeblowany salon, kawiarnia zimą zamienia wiatę w ogrzewany piecyk na wzór tego, w jakim ogrzewane są kanapki i ciastka w prawdziwej kawiarni. Przez mistrzostwami w piłce nożnej przystanki w Brazylii zamieniły się w bramki, a producent jednego z napojów energetyzujących zainstalował na przystankach gniazdka, w których pasażerowie mogli naładować baterie telefonów czy tabletów.

Ale przystanek – to nie tylko nośnik reklamy. Może być też identyfikującym przestrzeń znakiem – jak wiaty w słynnej Dolinie Yosemite, w skalistym parku narodowym przystanki zbudowano z kamienia, na kształt szop czy chat w górach. Na terenie kampusu firmy Vitra przystanek, podobnie jak każdy inny obiekt – to specjalnie do tej lokalizacji zaprojektowany obiekt architektoniczny (dla Vitry przystanek zaprojektował Jasper Morrison).

Vitra Bus Stop, proj. Jasper Morrison, źródło: www.vitra.com

Vitra Bus Stop, proj. Jasper Morrison, źródło: www.vitra.com

W Japonii powstał kiedyś zespół wiat przystankowych w kształcie owoców, w Dubaju każdy przystanek – to zarazem super-nowoczesny, klimatyzowany pawilon, pozwalający skryć się przed upałem.

Klimatyzowany przystanek autobusowy, Dubaj, fot. Elvis Payne (CC BY-NC-ND 2.0)

Klimatyzowany przystanek autobusowy, Dubaj, fot. Elvis Payne (CC BY-NC-ND 2.0)

Porównaj swoje miasto

Jak donosi portal Urbnews.pl, niedawno uruchomiony został projekt o nazwie Urban Observatory. To narzędzie, pozwalające na analizę rożnych danych, dotyczących dziesiątków miast na świecie (ich baza jest rozbudowywana). Co więcej, użytkownik może nie tylko zobaczyć mapy, pokazujące np. natężenie ruchu w Londynie, ilość punktów opieki zdrowotnej w Nowym Jorku czy liczbę młodych ludzi wśród mieszkańców Tokio. Można też wybrawszy trzy miasta z listy porównać w nich te same dane.

www.urbanobservatory.org

www.urbanobservatory.org

Jak precyzuje Milena Stettner na łamach Urbnews.pl: „Dane są podzielone na kategorie tj. systemy – infrastruktura techniczna; gospodarka miasta – przemysł, środowisko, handel; ludzie; przemieszczanie się i sprawy publiczne związane ze zdrowiem, bezpieczeństwem, edukacją itp. Każda z wyżej zaprezentowanych kategorii dzieli się na tematy lub przedmioty, te z kolei na wartości i wielkości”.

www.urbanobservatory.org

www.urbanobservatory.org

Projekt jest wspólnym dziełem Richarda Saula Wurmana oraz firm: medialnej RadicalMedia i informatycznej Esri. Ta ostatnia zajmuje się ona tworzeniem oprogramowania GIS (geographic information systems). Jak wyjaśnione jest to na jej stronie internetowej: „GIS to odpowiednio zorganizowana baza danych o obiektach i zjawiskach, które znajdują się pod Ziemią, na jej powierzchni i nad nią, oraz oprogramowanie, które umożliwia prowadzenie wszelkich złożonych analiz informacji charakteryzujących te obiekty i zjawiska”.

www.urbanobservatory.org

www.urbanobservatory.org

Urban Observatory można wykorzystywać na wiele sposobów – oczywiście najbardziej przydatne to narzędzie będzie analizom naukowym, statystycznym, geograficznym. Ale i „zwykły” użytkownik może tu zobaczyć fascynujące informacje. Zaskoczeniem może się okazać chociażby porównanie ilości otwartych przestrzeni (placów, parków, skwerów) w rożnych światowych metropoliach czy liczby zamieszkujących je seniorów…

Wystawa: MY I ONI. Przestrzenie wspólne i projektowanie dla wspólnoty

22 listopada w Centrum Alzheimera w Warszawie zostanie otwarta wystawa, podsumowująca tegoroczną edycję cyklu SYNCHRONIZACJE.

„Rzeczywiście rzecz ma się tak, że ze wspólnoty społecznej ludzi powstaje znacznie więcej korzyści niż szkody. Niech więc satyrycy wyśmiewają je, ile chcą […] przekonają się jednak, że ludzie przez pomoc wzajemną znacznie łatwiej mogą zaspokajać swoje potrzeby i tylko wspólnymi siłami mogą unikać grożących im zewsząd niebezpieczeństw”
Spinoza, Etyka

„Wspólnota: co gdyby zamiast określać się poprzez ograniczenie, zaczęła opierać się na wielości; sieci, z której jedynie wykluczenie zostałoby wyeliminowane? Nie byłaby ona ani unią narodów, ani dezintegracją mas, ani jakimś permanentnie zagrożonym przez nie byciem pomiędzy: czy możemy to sobie wyobrazić?
Jean Luc Nancy, Wspólnota rozdzielona

Wspólnota przeżywa dziś specyficzne odrodzenie, można powiedzieć, że jest to renesans w kryzysie. Z jednej strony o konieczności ponownego przemyślenia tego pojęcia mówią zarówno przesiąknięte nostalgią środowiska konserwatywne, jak i nastawione na konstruowanie nowego typu wspólnot środowiska krytyczno-progresywne. Z drugiej – głębokie przemiany życia społecznego dotyczące chociażby warunków pracy w późnym kapitalizmie, sposobów nawiązywania relacji z innymi, organizacji życia codziennego, podzielanych wartości czy rozwoju technologicznego sprawiają, że teoria znajduje nikłe odzwierciedlenie w praktyce, bo tak jak niemożliwy jest powrót do tradycyjnych form wspólnotowości, tak też marginalne – przynajmniej na razie – wydają się progresywne próby konstruowania wspólnot poza opartą na wykluczeniu zasadą tożsamości, poza podziałem na my i oni. Ten rozdźwięk pomiędzy teorią i praktyką dotyczącą wspólnot stał się tematem tegorocznej edycji projektu Synchronizacja. Projekty dla miast przyszłości. Kluczowe wydało się nam nie tyle zdefiniowanie, czym jest wspólnota dziś, ile określenie warunków brzegowych jej formowania się. Wspólnota niezależnie od podzielanych wartości, celów, liczebności czy charakteru zawiązuje się w pewnej konkretnej przestrzeni, może być to kościół, fabryka, stadion, plac zabaw czy przestrzeń wirtualna – ważne by umożliwiała realizowanie zamierzonych działań czy rytuałów.

Tegoroczna Synchronizacja koncentruje się na pytaniu o to, jak we współczesnych miastach wyglądają miejsca wspólne oraz jak projektanci, architekci i artyści odnoszą się do zagadnienia projektowania dla wspólnoty. Tytuł wystawy My i oni, odnosi się do ścierających się w przestrzeni miasta grup: użytkowników i projektantów; obywateli i polityków, osób „sprawnych” i „niesprawnych”, zdrowych i chorych, lokatorów czynszówek i czyścicieli kamienic, pracujących i bezrobotnych, mieszkańców sąsiadujących ze sobą gierkowskich bloków z wielkiej płyty i strzeżonych osiedli.
Celem wystawy jest nie tyle skatalogowanie konkretnych przestrzeni wspólnych, ile dynamiczne skonfrontowanie ze sobą różnych – radykalnych, tradycyjnych, integrujących ludzi i nie-ludzi, pragmatycznych, mocno dyskusyjnych, a także utopijnych – wizji projektowania miejsc współbycia i współdziałania po to, aby zobaczyć, co z tego eksperymentu wyniknie. Przyświeca nam tu wyrażona przez Waltera Benjamina zasada, by postępować radykalnie, nigdy zaś konsekwentnie.

Wobec erozji systemu znaczeń określających wspólnotę, niemożliwości powrotu do tego, co dobrze znane a tym samym bezpieczne, miejsce prezentacji wystawy – Centrum Alzheimera w Warszawie, tworzy interesujący kontekst dla proponowanych przez nas rozważań. Przestrzeń ta kwestionuje wyobrażenie nie tylko o tradycyjnej, ale również oryginalnej przestrzeni wystawienniczej – to nie-miejsce dla wystawy. Ludzie odwiedzają ją zmuszeni życiową koniecznością lub rodzinnym zobowiązaniem. Być może tworzy ona rodzaj miejsca-granicy, poza którym trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek formę wspólnotowości. A jednak się ona wydarza.

Michał Gayer, NO FOTO, dokumentacja rysunkowa z wizyty w Christianii, 2014

Michał Gayer, NO FOTO, dokumentacja rysunkowa z wizyty w Christianii, 2014

Na wystawie prezentujemy prace architektów, artystów, fotografów, badaczy miasta i zwykłych mieszkańców, wśród nich są: Paweł Althamer, Karolina Breguła, Grzegorz Broniatowski, Elvin Flamingo, Mikołaj Długosz, Grzegorz Gądek, Michał Gayer, Mikołaj Grospierre, Piotr Grzegorek, Michał Grzymała, Jan Modzelewski, Piwowar/Komorowska/Winkowska, Konrad Pustola, Maciej Rawluk, Michał Slezkin, Snopek/Cichońska, Fundacja Na Rzecz Wspólnot Lokalnych “Na miejscu”/Centrala/Skanska, WWAA, Aga Szreder, Żwirek, oraz pacjenci Centrum Alzheimera w Warszawie.

Tekst: Magda Roszkowska

Cykl SYNCHRONIZACJA. Projekty dla miast przyszłości realizowany jest przez Fundację Bęc Zmiana dzięki dotacji uzyskanej od Miasto Stołeczne Warszawa oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Partner wystawy: Centrum Alzheimera w Warszawie

Wystawa czynna będzie od 22 listopada 2014 do 4 stycznia 2015 w Centrum Alzheimera przy Alei Wilanowskiej 257 w Warszawie.

Kolor zmienia świat

Dwóch holenderskich artystów, Jeroen Koolhaas i Dre Urhahn, występujących jako duet Haas&Hahn w fawelach Rio de Janeiro prowadzi program, który wspomóc ma interakcje pomiędzy mieszkańcami, scalenie w ten sposób lokalnej wspólnoty. Co więcej, zaproponowana przez artystów aktywność ma wpłynąć na to, jak odbierane jest miejsce życia lokalnej społeczności, poprawić je, ułatwić poczucie tożsamości z miejscem zamieszkania, dbałości o najbliższą okolicę.

By to osiągnąć, Jeroen Koolhaas i Dre Urhahn sięgnęli po prosty, wręcz banalny pomysł. Zaproponowali ludziom, zamieszkującym fawele czy inne biedne, zmagające się z problemami społecznymi osiedla (Haas&Hahn pracowali w Brazylii, ale też na Haiti czy wyspie Curaçao) wspólne malowanie. Kolorowa farba, którą wspólnie z artystami mieszkańcy pokrywają domy, ulice, schody ma wnosić radość w szare, zniszczone, zdegradowane osiedla. A wspólna praca, wspólne zaangażowanie – scalać wspólnotę oraz powodować, by mieszkańcy chcieli bardziej zadbać o swoje najbliższe otoczenie.

Podczas konferencji TED, odbywającej się w październiku 2014 roku w Rio de Janeiro Jeroen Koolhaas i Dre Urhahn, czyli duet Haas&Hahn opowiedzieli o swoich doświadczeniach pracy na terenie faweli Vila Cruzeiro w tym właśnie mieście.

Architektura demokracji

Do 24 listopada w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy http://www.biblioteka.ukw.edu.pl/index.php/wystawy-konferencje/247-inside-outside-norway-wystawa-architektury można oglądać wystawę, poświęconą współczesnej architekturze Norwegii. Ekspozycja zorganizowana została dzięki bydgoskiemu oddziałowi SARP.

Gmach Narodowej Opery i Baletu w Oslo, proj.  Snøhetta

Gmach Narodowej Opery i Baletu w Oslo, proj. Snøhetta

Wystawa pt. “Inside Outside Norway. Architektura demokracji” – to nie tylko pokaz najnowszych budowli, wzniesionych w tym +skandynawskim kraju. To przede wszystkim prezentacja architektury, powstającej w wyjątkowym poszanowaniu kontekstu oraz potrzeb ludzi. Skorelowane ze sobą forma i funkcja, stosowność bryły i jakość wykonania, a także ścisłe powiązanie budynków z nie mniej starannie zaplanowaną przestrzenią publiczną – to cechy, z którymi dość powszechnie i zasłużenie kojarzona jest architektura Norwegii. „Wystawa przybliża współczesną architekturę Norwegii, kraju niezwykle malowniczych krajobrazów, kształtowanego z wielką dbałością o przestrzeń publiczną oraz komfort życia mieszkańców” – piszą organizatorzy wystawy.

Siedziba główna firmy Statoil, Oslo, proj. A-Lab

Siedziba główna firmy Statoil, Oslo, proj. A-Lab

Ekspozycję podzielono na sekcje tematyczne, by jeszcze lepiej unaocznić widzom główne cechy i walory tej architektury. Norwegowie wiele uwagi poświęcają narodowemu dziedzictwu – to stąd w nawet bardzo nowoczesnych obiektach doszukać się można elementów, kształtów, detali, nierozerwalnie związanych z krajobrazem tego kraju. Z tego samego powodu jednym z wciąż najpopularniejszych materiałów budowlanych jest drewno, kojarzące się z Norwegią od wieków. Choć ekologia, rozwiązania sprzyjające środowisku, oszczędzające wodę i energię weszły już na stałe do współczesnej architektury, norwescy architekci wydają się szczególnie uwrażliwieni na krajobraz i naturę.
Szczególnie starannie projektowane są obiekty użyteczności publicznej. Fakt, że powstają dla całej społeczności, że reprezentują idee ważniejsze i wyższe niż tylko interes i potrzeby prywatnego inwestora powodują, że architekci szukają dla tych obiektów form wyjątkowych. Elegancja i powaga łączone są z akcentami „swojskimi”, lokalnymi.

Centrum badawcze przy szpitalu St Olavs w Trondheim, proj. Ratio Arkitekter AS oraz Nordic Office of Architecture

Centrum badawcze przy szpitalu St Olavs w Trondheim, proj. Ratio Arkitekter AS oraz Nordic Office of Architecture

W wieli krajach, w tym w Polsce, w publicznych debatach pojawia się wątek „architektury narodowej”. Wielu komentatorów uważa, że szczególnie w dobie globalizacji budowle muszą nosić cechy narodu, dla którego powstały, kraju, w którym je wybudowano. To sprawa dyskusyjna, łatwo bowiem doprowadzić może do wsteczności, dosłowności, drażniącej pretensjonalności. Na tym tle architektura Norwegii wydaje się wyjątkowa: istnieje w globalnym obiegu, jest ceniona i nagradzana. Uważana za nowoczesną, pozostaje w silnej relacji z lokalnym kolorytem, jest skierowana przede wszystkim do wspólnoty, dla której potrzeb powstaje.

Źródło ilustracji: www.sarp.bydgoszcz.pl

Nasze najpiękniejsze

Bardzo ważnym elementem kształtowania narodowej wspólnoty jest poczucie wyjątkowości jej członków. Może ono dotyczyć bardzo różnych kwestii – od psychologicznych cech, które w jakiś sposób wyróżniają daną nację, po potrawy czy napoje, charakterystyczne dla danego regionu, a cenione i znane na świecie. Podobnie na poczucie identyfikacji z miejscem zamieszkania, dumy z przynależności do danego miejsca pozytywnie może wpływać duma z dziedzictwa – czy to przyrodniczego, czy architektonicznego. Można więc powiedzieć, że rozmaite listy regionalnych „cudów” mogą scalać lokalną wspólnotę, tych, do których owe „cuda” należą (choćby geograficznie).

Tężnie Solankowe w Inowrocławiu, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Tężnie Solankowe w Inowrocławiu, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Magazyn National Geographic Traveler, wychodzący w licznych regionalnych edycjach w każdym z krajów, w którym się ukazuje, organizuje plebiscyty na „nowe cuda”. Pod koniec października 2014 roku ogłoszono wyniki kolejnej edycji rankingu na „7 nowych cudów Polski”. Przez miesiąc czytelnicy i internauci mogli oddawać swoje głosy na miejsca, które uważają za szczególnie ciekawe, wartościowe, wyjątkowe na mapie Polski. W sumie w plebiscycie oddano 115 325 głosów. Wytypowano w ten sposób siedem miejsc, które otrzymały tytuł „Nowych cudów Polski”.

Off Piotrkowska, Łódź, źródło: Tężnie Solankowe w Inowrocławiu, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Off Piotrkowska, Łódź, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Pierwsze miejsce było zaskoczeniem i nie mieści się chyba z typowym pojęciu „cudu”. To Off Piotrkowska, poddany rewitalizacji niewielki kompleks pofabryczny przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, który zamieniono w tętniący życiem kwartał artystyczno-kulturalno-rozrywkowy. Być może wysoka ocena wynikła z tego, że miasto Łódź boryka się z coraz bardziej licznymi problemami gospodarczymi, społecznymi, urbanistycznymi, a Off Piotrowska okazała się wielkim i niezaprzeczalnym sukcesem i miejscem, które szybko stało się znane w całej Polsce.

Kraków Zakrzówek, źródło: Tężnie  źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Kraków Zakrzówek, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Na kolejnych miejscach w rankingu „nowych cudów Polski” znalazły się: Suwalski Park Krajobrazowy, położony prawie w centrum Krakowa półdziki teren zielony – Zakrzówek, Tężnie Solankowe w Inowrocławiu, nowowybudowany na Ostrowiu Tumskim w Poznaniu gmach Interaktywnego Centrum Historii Ostrowa Tumskiego – Brama Poznania ICHOT, Klasztor Cystersów w Lubiążu oraz Muzeum Państwa Krzyżackiego w Działdowie.

Brama Poznania – Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Brama Poznania – Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego, źródło: www.7cudow.national-geographic.pl

Jak widać, Polacy są dumni zarówno z dziedzictwa przyrodniczego i krajobrazowego, jak z zabytków, a także – co może się wydać zaskakujące – z obiektów architektury współczesnej. Bo takim jest ICHOT – Brama Poznania, minimalistyczny, surowy obiekt, wkomponowany w historyczne otoczenie najstarszej części Poznania.

Ratusz dla wszystkich

Prawdopodobnie już w połowie XVIII wieku tam, gdzie dziś w centrum Zduńskiej Woli rozciąga się Plac Wolności stał budynek, pełniący rolę ratusza. Pod koniec XIX wieku w miejscu dawnego obiektu stanął nowy, murowany, z wieżą zegarową. Co ciekawe – nie był siedzibą władz, a pełnił funkcje handlowe. W 1928 roku gmach jednak spłonął; niedługo potem powstały plany odbudowy lub budowy nowego gmachu w tym miejscu, jednak pokrzyżował je wybuch wojny.

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

„Od zakończenia II wojny światowej co pewien czas w różnych zapisach i dokumentach można spotkać informacje na temat ratusza i planów jego odbudowy. Idea odbudowy ratusza żywa była również wśród mieszkańców Zduńskiej Woli czego dowodem była powołanie w grudniu 1998 r. Zduńskowolskiego Towarzystwa Inicjatyw Społecznych. Brak odpowiedniego wsparcia ze strony ówczesnego samorządu skazał tą inicjatywę na niepowodzenie. Jedynym pozytywnym efektem tamtej inicjatywy było zebranie archiwaliów i próba zainteresowania mieszkańców ideą odbudowy ratusza. Dopiero w drugiej połowie 2009 r. obecne władze Miasta rozpoczęły realne działania, które miały na celu zmaterializowanie się idei odbudowy budynku ratusza. Projekt pn. „Rewitalizacja Centrum Miasta Zduńska Wola”, którego istotnym elementem jest odbudowa budynku ratusza jest
efektem podjętej w 2009 r. inicjatywie, dzięki której obecnie zmienia się oblicze centralnego placu w Zduńskiej Woli” – można przeczytać w spisanych przez magistrat dziejach obiektu.

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

W 2010 roku rozstrzygnięto konkurs architektoniczny, ogłoszony na projekt nowego gmachu ratusza. Zadaniem architektów, wbrew nazwie obiektu, nie było zaprojektowanie siedziby władz – w nowym ratuszu miało się bowiem mieścić teraz wielofunkcyjne centrum dla lokalnej społeczności. Nowy obiekt otrzymał oficjalną nazwę Zduńskowolskie Centrum Integracji i miał pełnić rolę miejsca aktywności i spotkań dla mieszkańców miasta.

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

Pierwszą nagrodę w konkursie otrzymała wizja, nadesłana przez pracownię 90 Architekci. Autorzy postanowili zawrzeć w bryle echa historii tego miejsca, ślady istniejącego tu wcześniej obiektu oraz tego, który z powodu wybuchu wojny nie powstał, choć był już zaprojektowany. Chodziło o zachowanie poczucia ciągłości, ukłon ku scalającej społeczność przeszłości. Dlatego nowemu gmachowi nadali kształt, nasuwający skojarzenia z modernistycznymi, międzywojennymi obiektami użyteczności publicznej. W autorskim opisie można przeczytać: „Budynek historycznego ratusza charakteryzował się niezwykle modularnym klasycznym charakterem z czterema prostopadłymi osiami głównych bram wjazdowych i dominantą w postaci wieży nad jedną z nich. (…) Nowy budynek ratusza, który powstanie w tym historycznym położeniu będzie łącznikiem pomiędzy czasami historycznymi, współczesnymi i przyszłością budując dosłownie i w przenośni świadomość mieszkańców Zduńskiej Woli”.

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz”, proj. 90 Architekci, źródło: www.a90.pl

W „opakowanie” o historyzującej formie architekci na zamówienie lokalnych władz włożyli wiele rozmaitych funkcji. Centralnym punktem budynku stała się sala widowiskowa; ponadto powstały tu pomieszczenia warsztatowe, sale spotkań, przestrzenie ekspozycyjne, sala kinowa. Zduńskowolskie Centrum Integracji „Ratusz” ma być użyteczny zarówno dla najmłodszych, jak i seniorów, ma służyć wszystkim członkom lokalnej społeczności. Salę widowiskową mają też użytkować radni – tu będą odbywać się sesje rady miasta.

Stolica kultury

W 2008 roku przedstawiciele Unii Europejskiej ogłosili, że honorowy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2013 roku dzierżyć będzie Marsylia. Decyzja wydawała się trafna – portowe miasto – to „od zawsze” tygiel kultur, mieszanina wpływów i naleciałości z rożnych krajów i kontynentów. Potencjał kulturowy tkwił w tym mieście od wieków.

Jednocześnie od dawna Marsylia zmagała się z problemami społecznymi – szczególnie widoczne tu było rozwarstwienie społeczne, dzielnice bogaczy sąsiadowały z blokami socjalnymi oraz okolicami, zamieszkałymi przez najbiedniejszych imigrantów i robotników. Turyści, tłumnie odwiedzający malowniczo położone miasto nie zapuszczali się w jego północną część, cieszącą się złą sławą miejsca zarządzanego przez gangi, handlarzy narkotyków, najróżniejszej maści uzbrojonych i niebezpiecznych przestępców.
W Marsylii już od lat istniały rożne projekty, związane z rewitalizacją (zarówno architektoniczną, jak i społeczną), nie rozwinęły się jednak na duża skalę. Przyznanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury uruchomiło jednak prawdziwą lawinę różnych przedsięwzięć. Kosztem 660 milionów euro do przebudowy i modernizacji przeznaczono 480 hektarów miasta, głównie jego centralnej, najstarszej, najbardziej atrakcyjnej a zarazem zdegradowanej części.
Od względem architektonicznym miasto zyskało wiele : powstało tu mnóstwo widowiskowych obiektów, niektóre związane z kulturą, inne o funkcjach biurowych czy komercyjnych, wszystkie zaprojektowane przez znanych architektów. Uporządkowany i zmodernizowany Stary Port otrzymał prestiżową nagrodę The European Prize for Urban Public Space.

Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Wydawać by się mogło, że dzięki tytułowi ESK Marsylia odmieniła swoje oblicze na lepsze, zyskując mnóstwo inwestycji i odremontowanych, eleganckich, luksusowych przestrzeni. Jedna – jak często przy tego typu przedsięwzięciach – centrum miasta doświadczyło zjawiska gentryfikacji. Co więcej, wiele z działań, mających na celu „pozbycie się” ubogich mieszkańców z miejskich kamienic było działaniem całkowicie świadomym, prowadzonym we współpracy władz miasta z prywatnymi inwestorami i deweloperami (to miasto zarządzało większością budynków w centrum wiele z nich zapełniały lokale komunalne). Bez precedensu przedsięwzięciem wydaje się sprzedanie zabudowy znacznej części zabytkowej, położonej w sercu miasta ulicy Republiki amerykańskiemu funduszowi inwestycyjnemu.

Mniej lub bardziej zgodne z prawem „wypychanie” niechcianych lokatorów do północnych dzielnic trwało przez kilka lat. Obrońcy praw lokatorów, a także działacze społeczni apelowali o połączenie modernizacji centrum z działaniami na rzecz wykluczonych, niesamodzielnych lub ubogich mieszkańców. Raczej bez skutku.
Relacje lewicowych środowisk Francji na temat przemian, jakie zaszły w Marsylii przy okazji przygotowań do ESK 2013 są dramatyczne, ale nawet nie dający się posądzić o radykalizm magazyn „Le Monde diplomatique” dość krytycznie oceniał gentryfikację, która objęła to portowe miasto.

Mini-docu – Marseille Capitale de la Rupture [Napisy PL] from rafal_rr on Vimeo.

Miasto – baza danych

Jak informuje „The Economist” 23 października 2014 roku władze Londynu udostępniły drugą już, poprawioną i ulepszoną wersję bazy danych, dotyczących miasta. London Datastore – to zbiór wszystkich możliwych informacji, odnoszących się do brytyjskiej metropolii, od danych na temat przestępstw, poprzez liczbę pieszych w centrum, ilość turystów czy rowerzystów, zmiany własności nieruchomości, ilość produkowanych przez mieszkańców śmieci, wiek mieszkańców, po informacje, dotyczące transportu publicznego (objazdy, opóźnienia metra itp.) czy rozlokowania pubów i restauracji w danym regionie. Podobne projekty wdrażane są w innych brytyjskich miastach, m.in. w Leeds i Manchesterze.

Mapa londyńskich szkół z rozróżnieniem na te przeludnione, źródło: London DataStore, http://data.london.gov.uk/

Mapa londyńskich szkół z rozróżnieniem na te przeludnione, źródło: London DataStore

Udostępnienie do publicznej wiadomości wszelkich możliwych danych, dotyczących miasta – to kamyk, który poruszył lawinę. Na ich podstawie programiści i badacze zaczęli bowiem tworzyć niezwykle ważne, ciekawe i bardzo przydatne analizy oraz aplikacje, radykalnie poszerzające wiedzę o mieście, a także ułatwiające poruszanie się po nim.
Baza, dotycząca stanu, zmian i działania komunikacji miejskiej posłużyła do stworzenia aplikacji, dzięki której praktycznie zniknie problem długiego czekania na przystanku – aplikacja z wyprzedzeniem poinformuje o utrudnieniach, proponując alternatywne połączenia. Najbardziej oczywiste zastosowanie bazy danych – to wyszukiwanie najbliżej położonych punktów usługowych czy restauracji, ale też sprawdzanie informacji na temat bibliotek czy muzeów.
Ale na tym nie koniec: udostępnienie danych pomogło szerokiemu gronu badaczy miasta, a poniekąd także… samym władzom Londynu. Na podstawie upublicznionych informacji powstały już liczne zestawienia, pozwalające analizować przestrzeń miejską pod wieloma kątami, od sprawdzenia, w których rejonach zamieszkuje najwięcej seniorów czy która dzielnica przyciąga najwięcej młodych ludzi, poprzez badanie ubóstwa mieszkańców, po analizy na temat zapełnienia szkół cz przedszkoli. Łatwo dowiedzieć się, gdzie mieszka najwięcej bezrobotnych, a w której okolicy drożeją nieruchomości. Jak łatwo się domyślić, podobne zestawienia mogą być wielką pomocą w procesie poprawy jakości życia w mieście, usprawniania usług w danym regionie: tam, gdzie mieszkają seniorzy powinno się zadbać o usługi dla nich przeznaczone; łatwo zorientować się, w których dzielnicach potrzebne są miejsca w szkołach, w których okolicach mieszka najwięcej osób ubogich i zagrożonych wykluczeniem itd.

Niektóre dane, dostępne w London DataStore,  http://data.london.gov.uk/

Niektóre dane, dostępne w London DataStore

Zbieranie wszelkich danych na temat funkcjonowania miasta jest obowiązkiem jego władz, jednak udostępnianie takich informacji – już nie. Swoje zasoby upubliczniają m.in. Nowy Jork i Chicago, kolejne miasta brytyjskie przymierzają się do tego, zjawisko jest jednak marginalne, tymczasem – jak widać na przykładzie Londynu – mieszkańcy (i programiści) potrafią te pozornie banalne dane wykorzystać z pożytkiem dla miasta.

Modne miasto

W ciągu ostatnich kilku lat miasto stało się bardzo popularnym tematem debat i refleksji. Mówi się o urbanistyce i architekturze, o transporcie, estetyce, przestrzeniach publicznych, o mieszkalnictwie, szkolnictwie, sporcie. Na peryferiach tych ważnych debat znajdują się jeszcze inne tematy, dotyczące stylu życia, sposobu spędzania czasu, wreszcie mody.

Źródło: Facehunter.org

Źródło: Facehunter.org

Moda miejska, moda uliczna (street fashion) – to wątek, który zyskał na popularności wraz z rosnącą świadomością tego, że miasto – to przestrzeń wyjątkowa, bogata, warta uwagi i analizy. W sieci roi się od blogów, na których publikowane są zdjęcia ciekawie, oryginalnie, nowocześnie ubranych mieszkańców metropolii.

Źródło: Sartorialist http://www.thesartorialist.com

Źródło: The Sartorialist

„Street fashion” – to dziś już pełnoprawna dziedzina mody, goszcząca na łamach znanych magazynów (rubryki na ten temat mają i „Vogue” , i „Elle”), a nawet pism opiniotwórczych – jeden z najbardziej znanych fotografów ulicznej mody, Bill Cunningham ma od lat stałą rubrykę w „New York Timesie”. Scott Schuman, autor bloga Sartorialist i Yvan Rodic, twórca strony Facehunter – to dziś prawdziwe gwiazdy zarówno w świecie mody, jak i fotografii (także tej, uważanej za „artystyczną” – obaj mieli wystawy w znanych galeriach na całym świecie, wydają albumy).

Cechą miasta jest jego wielorakość, fakt, że obok siebie mieszkają tu ludzie o najróżniejszych statusach społecznych czy majątkowych, gustach, sposobach życia, pochodzeniu, wyznaniu, zainteresowaniach. Jednak blogi, poświęcone modzie ulicznej temat miejskiej różnorodności dotykają akurat dość rzadko. Zwykle bowiem na ich łamach zobaczyć można młodych, zdrowych i raczej majętnych ludzi. Są blogi, poświęcone modzie dziecięcej (np. MiniHipster.com), są takie, na których pojawiają się wyłącznie zdjęcia modelek (jednak w ich prywatnych strojach i sytuacjach). Słabo są jednak w tym świecie reprezentowane inne grupy społeczne.

Źródło: Advanced Style

Źródło: Advanced Style

Tym bardziej wyróżnia się więc blog Advanced Style. Prowadzony przez Ariego Setha Cohena poświęcony jest wyłącznie osobom starszym. Fotograf tropi modnie, ciekawie, nietuzinkowo ubranych seniorów, bo – jak sam mówi – chce pokazać, że i w zaawansowanym wieku można cieszyć się życiem oraz uzewnętrzniać swój styl i osobowość.

Plakat do filmu "Advanced Style"

Plakat do filmu “Advanced Style”

W 2014 roku Lina Plioplyte, amerykańska reżyserka litewskiego pochodzenia, we współpracy z Arim Sethem Cohenem i w oparciu o jego blog nakręciła film o najbardziej oryginalnych bohaterkach i bohaterach jego zdjęć, o starszych paniach, które nie boją się oryginalnie ubierać. „Zachowuję się tak samo, jak wtedy, gdy miałam 18 lat. Tylko teraz mniej się przejmuję reakcjami” – mówi jedna z występujących w filmie nowojorskich seniorek.

Pracuj, siej, podlewaj

Japońska firma Pasona zajmuje się rekrutacją pracowników na rożne stanowiska, dla rozmaitych firm czy organizacji. Jest dość duża i znana na japońskim rynku, ma swoją markę. Wydawać by się mogło, że nowy biurowiec, który w 2010 roku firma wybudowała na swoje potrzeby w Tokio będzie zimnym, szklanym budynkiem, w którym sale do rozmów z kandydatami do pracy będą bezosobowymi przestrzeniami, zmuszającymi do spięcia i powagi.

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Tymczasem zaprojektowany przez pracownię Kono Designs dziewięciokondygnacyjny budynek (a konkretnie zmodernizowany stary, istniejący wcześniej obiekt) – to owszem, biurowiec z gabinetami dyrekcji, stanowiskami pracy dla szeregowych osób zatrudnionych, z przestrzeniami do wywiadów z kandydatami, ze stołówką i salą konferencyjną. Ale ów stojący w centrum Tokio gmach – to zarazem… gospodarstwo rolne.

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Na elewacjach, ścianach wewnętrznych, na podłogach i w specjalnych szafach, gablotach i na półkach rosną tu kwiaty warzywa i owoce. Są łany zboża, ziołowe zakątki, krzewy różane, krzaki pomidorów, wiją się łodygi dyń. Z 19 000m2 powierzchni biurowca cztery tysiące zajmują rośliny.

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Pomysłodawcami tego niezwykłego rozwiązania byli dyrektorzy firmy Pasona. Jak mówią, powodów do takiej aranżacji przestrzeni było wiele. Tokio jest jednym z najsilniej zurbanizowanych i najgęściej zaludnionych miejsc na kuli ziemskiej żyje się tu niełatwo, bo hałas, spaliny, tłok są dominujące – w centrum miasta trudno znaleźć skrawek zieleni. Włączenie więc roślin w obręb budynku jest jedyną szansą zapewnienia ludziom kontaktu z naturą.

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Zieleń, kontakt z roślinami odpręża, relaksuje, ma dobry wypływ na nastrój. O rośliny, porastające tokijski biurowiec dbają sami pracownicy – nie dlatego, że ktoś im kazał, sami z chęcią się w to zaangażowali. Jak mówił przedstawiciel firmy, od kiedy pojawiły się te „uprawy”, zmieniły się tematy prywatnych rozmów w biurze (teraz mówi się o sposobach pielęgnacji kwiatów, leczeniu chorób krzaków pomidorów, walorach rożnych ziół), a pracownicy sąsiednich biurowców z zazdrością patrzą na zielone elewacje. Czasem przychodzą też w odwiedziny do nietypowego miejsca pracy.
Wszystkie wyhodowane w biurowcu warzywa czy zioła konsumują sami pracownicy – są one bowiem przetwarzane i wykorzystywane w pracowniczej stołówce.

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Miejska farma – siedziba firmy Pasona, Tokio, proj. Kono Designs, źródło: http://konodesigns.com

Skatepark – dobro wspólne

The Rom, tor do jazdy na rolkach, deskorolkach i rowerach, zlokalizowany w dzielnicy Hornchurch we wschodnim Londynie został właśnie wpisany do brytyjskiego rejestru zabytków. Tym samym stał się pierwszym tego typu obiektem na świecie, uznanym za wart zachowania i ochrony zbliżonej do tej, jaką otacza się np. średniowieczne katedry, barokowe pałace, klasycystyczne gmachy użyteczności publicznej.

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

Decyzja English Heritage, instytucji, zajmującej się w Wielkiej Brytanii ochroną dziedzictwa, wzbudziła sporo kontrowersji. The Rom jest bowiem nie tylko dość nową realizacją (dość nową jak na zabytek – wybudowano go w 1978 roku), trudno też skatepark uznać za obiekt architektoniczny. „Dla jednych The Rom – to tylko wybetonowane dziury w ziemi, jednak przy bliższym przyjrzeniu się łatwo dostrzec, jak głęboko przemyślany, starannie zaprojektowany i oddziałujący na zmysły jest to projekty” – mówił dziennikarzowi „The Guardian”
Simon Inglis, brytyjski historyk sportu, który lobbował za otoczeniem tego miejsca ochroną konserwatorską.

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

Tor The Rom zaprojektowali pracownia G-Force i Adrian Rolt, inspirując się najsłynniejszymi amerykańskimi skateparkami (m.in. Skateboard Heaven w Spring Valley i Soul Bowl w San Diego). Obiekt zajął dość duży teren, na którym wybudowano liczne przeszkody i tory dla jeżdżących na rowerach czy deskorolkach. Wijące się tunele, zagłębienia, rampy, pochylnie, wzniesienia ukształtowano niezwykle rzeźbiarsko, najadając im miękkie kształty.

Starannie opracowana, estetyczna forma The Rom uczyniła z niego udany przykład wzornictwa, sztuki projektowej. Urzędnicy z English Heritage tak właśnie uzasadniali swoją decyzję o otoczeniu toru ochroną – nazywając go wybitnym przykładem miejskiej kultury, dowodem na to, że projektowanie w miejskich przestrzeniach także można określić mianem sztuki.

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

The Rom, źródło: www.romskatepark.com

Praca w lesie

Bez precyzyjnie wyrysowanego projektu, bez maszyn budowlanych i większości narzędzi, ze sporą dozą improwizacji, własnymi rękoma, tylko ze znalezionych w okolicy materiałów i bardzo tanio. Tak siedzibę swojego biura zbudowała brytyjska pracownia projektowa Invisible Studio.

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Dwukondygnacyjny, uniesiony na wysokich słupach nad ziemią pawilon stanął w lesie, niedaleko Bath. To oczywiście nie do końca typowa lokalizacja dla biura – projektanci uznali jednak, że ich komfort pracy liczy się bardziej niż korzyści, płynące ze zlokalizowania biura w mieście.

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Założeniem projektowym było stworzenie budynku jak najlepiej wpisującego się w otoczenie – oczywistym było więc sięgnięcie po materiały, pochodzące z okolicy. Brak projektu, działanie z dopuszczeniem pewnej dozy spontaniczności także było pomysłem autorów: chodziło o to, by dać sobie szansę na zabawę, na radość budowania, na pewną twórczą wolność.

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

W budowie brali udział wszyscy członkowie zespołu Invisible Studio. Projektanci byli tu budowniczymi, ta praca miała też „przy okazji” jeszcze lepiej zintegrować zespół, nauczyć ich współdziałania.

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Efektem tego nietypowego przedsięwzięcia jest leśny pawilon, doskonale zintegrowany z naturalnym krajobrazem, a zarazem dający pracownikom unikalne warunki: wygodne, rozległe pracownie, otoczone zielenią, widoczną przez duże okna.

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Siedziba pracowni Invisible Studio, Bath, Wielka Brytania; fot. Andy Matthews i Piers Taylor, źródło: www.invisiblestudio.org

Kosmos nas uratuje

Z roku na rok rośnie grono specjalistów, wieszczących kuli ziemskiej zagładę. Ocieplenie klimatu i przeludnienie mają już wkrótce doprowadzić do hekatomby Ziemi – zabiją nas coraz bardziej dramatyczne i coraz częściej występujące klęski żywiołowe, a także głód, bo na naszej planecie skończy się żywność.

Kolonizacja Marsa wg pracowni ZA Architects, źródło: www.zaarchitects.com

Kolonizacja Marsa wg pracowni ZA Architects, źródło: www.zaarchitects.com

Co można zrobić w tej sytuacji? Oczywiście poszukać azylu, miejsca, dokąd będzie można uciec przez grożącą nam zagładą. Najbardziej oczywistym wyborem są inne planety. co prawda na razie wciąż wydaje się, że nie ma na nich warunków do życia (brak powietrza, wody, ekstremalne temperatury), jednak rozwój technologii powinien zapewnić nam sposoby poradzenia sobie z tym.
O wiele większym problemem mogą być domy – na Księżycu czy na innych planetach nie ma nic, z czego dałoby się zbudować schronienia. Z całą pewnością nieopłacalne będzie też transportowanie tam ziemskich materiałów budowlanych (nie tylko cegieł czy desek, ale i najnowocześniejszych, lekkich budulców). Ale i na to jest sposób: NASA od kilku lat prowadzi program badawczy, mający na celu wysłanie w przestrzeń kosmiczną drukarek 3D  i drukowanie tam, na miejscu najróżniejszych obiektów. Oczywiście podstawowym powodem tego programu jest chęć rozbudowy bazy naukowej w przestrzeni kosmicznej, jednak kolejnym etapem eksperymentu miałoby być drukowanie w kosmosie domów dla ludzi.

W 2011 roku holenderski przedsiębiorca Bas Lansdorp założył Mars One, firmę, której celem jest stworzenie kolonii na Marsie. Inwestor twierdzi, że mieszkańcy ziemi mogliby już niedługo zacząć osiedlać się na Czerwonej Planecie. Mars One ma doprowadzić do tego, żeby w 2023 roku stały tam już pierwsze gotowe do zamieszkania domy.

Mimo że dziś ta wizja wydaje się futurystyczna bajką, już 200 tysięcy ludzi ze 140 krajów świata zgłosiło się do firmy Mars One, wyrażając chęć zamieszkania na innej planecie. Zgadzają się na otrzymanie biletu w jedną stronę na Marsa.

Czerwona Planeta wzbudza wśród wizjonerów najwięcej nadziei – to właśnie tam być może kiedyś osiedlą się Ziemianie. Niemiecka pracownia architektoniczna ZA Architects już jakiś czas temu opracowała projekt osiedla dla ludzi na Marsie. Architekci nie wzięli pod uwagę drukowania domów, postanowili spróbować zbudować tam domy z dostępnych na miejscu materiałów. I tak powstała wizja podziemnego, wykutego w bazaltowej skale osiedla (Mars w większości zbudowany jest z bazaltu). Osada miałaby być wyposażona m.in. w turbiny wiatrowe do produkcji energii; architekci przewidują, że da się tam też prowadzić niektóre uprawy – np. szparagi nie wymagają światła słonecznego, by dojrzewać.

Kolonizacja Marsa wg pracowni ZA Architects, źródło: www.zaarchitects.com

Kolonizacja Marsa wg pracowni ZA Architects, źródło: www.zaarchitects.com

Osadę miałyby zbudować wysłane na Marsa odpowiednio wcześniej roboty. One na podstawie robionych na bieżąco badań wybrałyby najlepsze miejsce do budowy osiedla, one też dbałyby o techniczną stronę ludzkiej osady.